Moja babka była na Manifie. Obwieściła to triumfalnie po Dniu Kobiet. Zadzwoniła na emigrację, żeby się pochwalić. Babka była na Manifie w towarzystwie dwóch koleżanek, w tym jednej szalonej. Babka była na Manifie, bo, jak powiedziała, nie dość, że jest już gorszego sortu, to teraz jeszcze dowiedziała się z telewizji, że jest głupsza od jakiegoś palanta w muszce”. Babka była na Manifie, miała trąbkę i krzyczała:

Twoja robota
Pilnować kota!

Omijała pewne tematy, na które nie ma wyrobionej opinii. Czy w ogóle musimy mieć jakieś zdanie na absolutnie każdy temat? Natomiast wiedziała dokładnie, po co tam poszła i co manifestowała. A manifestowała, najogólniej rzecz biorąc, swoje wkurwienie na obecną sytuację.

Kiedy babka idzie na manifę, zachodzi w niej pewna przemiana. Choć od pewnego czasu nie jest tą surową i kamienną matroną i pod płaszczykiem starości pozwala sobie na intelektualną i obyczajową swawolę, to udział w życiu publicznym i w ważnych sprawach sprawia, że jej krucha i zgarbiona już nieco figura nagle wydaje się większa i silniejsza. Serce jej rośnie i choć patrzy na swój udział w tym wydarzeniu z dystansem (chyba dlatego opowiadała nam z uśmiechem o detalach w stylu trąbka i skandowane hasła), to nie pajacuje: jeśli już, to jest Stańczykiem, tym jedynym, który – choć wykluczony z grona decydentów i marginalizowany w opinii publicznej – rozumie, co się właściwie dzieje.

Wiek babki sprawia, że wiele osób podchodzi do jej aktywizmu sceptycznie: w takim wieku na demonstracje? Wydawać by się mogło, że życie publiczne omija szerokim łukiem emerytów, których zauważamy wyłącznie przy okazji wyborów, kiedy to „psują nam” ich wynik, głosując zwartą, moherową grupą. Inne aspekty polis są raczej zarezerwowane dla młodszych działaczy. Myślę, że w pewnym stopniu dotyczy to także Manify: wiele osób machnie ręką na jej udział, uważając że są przedziały wiekowe, którym przystoi to bardziej, albo które mają więcej do stracenia przy obecnym biegu polityki.

Siła babki polega więc na tym, że łamie jednocześnie wiele tabu: udział starszej osoby w życiu publicznym, udział starszej kobiety w demonstracji na rzecz praw kobiet, niezależność światopoglądowa emeryta.

Kiedy babka idzie na manifę, moje rodzeństwo się niepokoi. Lęk o nią nie jest związany z tym, co mogłoby się stać na samej manifestacji, ale z ewentualną publikacją zdjęcia z hejterskim komenarzem. Jak poradzilibyśmy sobie jako rodzina z falą hejtu? Jak bronilibyśmy jej w sieci, gdyby zaszła taka potrzeba?

Uwidoczniło mi to problem częstego zachowania Polaka (można wstawić jakąkolwiek inną nację) w sieci: zbyt często podśmiewujemy się z osoby wyrażającej jakąś opinię odmienną od naszej. Tak właśnie: z osoby, nie z jej przekonań. W takiej sytuacji dyskusja polega po prostu na ośmieszeniu i zdegradowaniu oponenta; jej wersją ekstremalną jest hejt, nie udający już nawet argumentu.

A przecież nikt nie chce, by ofiarą hejtu stała się własna babka!

Kiedy babka idzie na manifę, wzbiera w rodzinie potrzeba refleksji nad sensem protestów. Dobra to dyskusja. Babkę można by potraktować protekcjonalnie, powiedzieć, że się nudzi, ale jednak przedstawia ona argument:

Nie chcę być obrażana. I nie chcę, żebyście Wy były obrażane.

Można by też stwierdzić, że ulega propagandzie i nie wie, co robi. To szybkie zbywanie odmiennych opinii sprowadza się właściwie do tego, że nie uznajemy racjonalności drugiego człowieka i doszukujemy się przyczyn alienacji. Bo gdyby wiedziała, kto to organizuje… Bo gdyby wiedziała, że nią manipulują… Na pewno by nie poszła!

Ale stanowczość babki na Manifie zmusza nas do rozmowy nad sposobami uczestnictwa w życiu publicznym w ogóle. O ile głosowanie czy działalność organizacji pozarządowych nie są raczej kwestionowane w najbliższym mi gronie, o tyle udział w manifestacjach wzbudza w rodzinie (i chyba w ogóle w społeczeństwie) pewien opór. Pierwsza myśl jest następująca: jak to tak, drzeć się na ulicy? Manifestować pogląd? Strata czasu. Zawsze w tej sytuacji pojawia się pesymistyczne przekonanie, że „i tak jesteśmy manipulowani (patrz punkt poprzedni) przez KODy, PiSy, żydokomunę, katotalibanów, Gazetę Wyborczą, lewaków, prawilne konserwy (niepotrzebne skreślić), więc demonstracja nie ma po pierwsze sensu, a po drugie, nawet jakby miała, to czemu służy taka zabawa”. Pozerstwo, gorączka i wyuzdanie – te określenia przewijają się w debacie o sensie manifestacji. Argumenty te zdają się nabierać rumieńców w konteście demonstracji feministycznych, gdzie podejrzenie, że tak naprawdę chodzi o szpan, zabawę, podryw, jest na porządku dziennym.

Tymczasem nieoczekiwana siła babki przypomina cynikom, że mimo „groźby manipulacji” demonstracje to także (a może przede wszystkim) wyrażenie swoich potrzeb, obaw i oczekiwań wobec władzy. I że jako takie są autentyczne, niezależnie od tego, po co idą tam inne osoby czy kolektywy, i mimo że ostateczny wydźwięk protestu zawsze zostanie użyty politycznie.

Dlategokiedy moja babka idzie na Manifę, ja czuję się dumna!

Related Post