Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, a szczególnie w ostatnich tygodniach, na temat aborcji w Polsce powiedziano już chyba wszystko. Mądrzejsze od nas głowy argumentowały, że rozwiązywanie problemów demograficznych nie polega na kontrolowaniu i torturowaniu kobiet, tylko na wspieraniu świadomego rodzicielstwa.

Dlatego nie jest naszym zamiarem powtarzanie tych argumentów, ani tym bardziej dywagacje na temat definicji życiaczłowieka. Zaskakuje nas, jak wiele osób tak dużo wie. Ma dobrze wyrobiony osąd, podparty nauką lub nie, na temat tego, czym jest to życie, i kiedy się zaczyna albo nie zaczyna. A za tym szybko idzie sankcjonowanie prawne konsekwencji ich dobrze wyrobionego osądu. A my nie jesteśmy wcale takie pewne tego, kiedy zaczyna się życie, choć to bez wątpienia problem niezwykle interesujący. Nawet nie wiemy do końca, czym właściwie życie jest, ani czy i jakie życie chronić i przed czym. Życie równe życiu? Które życie wybrać? Czy życie ludzkie jest ludzkie od początku? Ach, jest tyle pytań… Jest taki jeden filozof, który mówi, że najlepiej dla życia to nie zacząć się w ogóle, bo jak już się  zacznie, to przesrane.

Jest za to dla nas jasne, że w sytuacji, gdy osądy pewnej części społeczeństwa przestają być teorią i zaczynają być praktyką —prawną— która w dodatku dotyczy także nas, autorek Jajnika, nie możemy milczeć.

Mowa o ostatnich wydarzeniach wokół propozycji dalszego ograniczenia prawa do przerywania ciąży w Polsce i ostentacyjnego odrzucenia przez sejm projektu ustawy Ratujmy Kobiety, który, poza szerszym dostępem do aborcji, mówił o tak ważnych, a jakże często (i oportunistycznie) pomijanych podstawach praw reprodukcyjnych, jak edukacja seksualna i opieka zdrowotna.

Z uwagą śledziłyśmy debatę o reformie prawa aborcyjnego. Tak się złożyło, że w tym samym czasie zaczął się w telewizji wyścig o amerykańską prezydenturę. Poziom jednej debaty odpowiadał poziomowi drugiej. Można być za Hillary i można być przeciw niej, ale nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że Trump nie powinien mieć dostępu do broni nuklearnej. Można być za aborcją i można być przeciw niej, ale nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że lekarz, który usunął ciążę zgwałconej nastolatce, powinien siedzieć w więzieniu.

Bardziej od medialnej dyskusji na temat osobowości zygoty interesuje nas obalanie polskiego kato-patriarchatu przez kobiety, które chcą samodzielnie decydować o tym, kiedy, jak i z kim będą miały dzieci.

Tak samo, jak od obraźliwych komentarzy Trumpa pod adresem laureatki konkursu piękności bardziej nas interesuje jego (i Hillary) stanowisko w kwestii dofinansowania i ochrony działalności organizacji Planned Parenthood. I tu, i tam toczy się czcza dyskusja, podczas gdy sedno problemu pozostaje nienaruszone.

Uczono nas od dzieciństwa, że cudze poglądy należy szanować, że świat nie jest czarno-biały i że nie nam oceniać wybory życiowe innych ludzi. Nie dziwiło nas specjalnie, gdy niektórzy znajomi mieli odmienne opinie, ale szokuje nas, jakich argumentów używają dziś, żeby uzasadnić podejmowanie decyzji o ciele kobiety. Boli nas, że wartość naszych żyć oceniają poprzez pryzmat własnych wyborów, własnej wiary, tak, jakby mieli monopol na Polskę i na moralność.

Od wykształconych, inteligentnych mężczyzn (i kobiet) niejedna z nas usłyszała już, że nie będzie prawdziwą kobietą, póki nie pozna uroków macierzyństwa. Przekonują nas, że jeśli nie marzymy o dziecku, jesteśmy emocjonalnie upośledzone.

Słyszymy: kiedyś przecież ci się odmieni i będziesz żałować, więc i tak powinnaś je sobie zrobić, na zapas. Tak, jakbyśmy rozmawiali o gotowaniu na zapas zupy, nie o odpowiedzialności za cudze życie.

Znajoma jednej z nas z dumą opowiadała o tym, że zdecydowała się urodzić śmiertelnie chore, ciężko zdeformowane dziecko, wiedząc, że przeżyje zaledwie kilka dni. Cieszyła się, że dziecko miało piękne życie, a sama nie została bezduszną morderczynią. Nie nam mówić jej o cierpieniu, którego być może mogła mu oszczędzić. Nie nam oceniać jej wybory, ale też nie jej oceniać wybory innych kobiet.

Inna znajoma obnażała na swojej stronie hipokryzję myślenia o życiu poczętym. Nawet jeśli przyjmiemy, że początek życia poczętego zaczyna się w tym dziwnym momencie połączenia się dwóch komórek, to przecież nie kończy się przy narodzinach. Nie kończy się przy dorosłości, życie ― ono trwa całe życie. Wiemy o tym i my, bo znamy matki osób głęboko upośledzonych i widziałyśmy, jak potwornie ciężkie potrafi być życie ich rodzin, nad którymi ani kościół, ani państwo nie rozkładają już tak chętnie swoich opiekuńczych skrzydeł.

Czy warto dyskutować o tym, kiedy dokładnie zaczyna się życie? Lepiej zastanowić się, co począć z życiem już na pewno poczętym, które rozgrywa się na ulicach polskich miast i wsi. Dopuszczenie aborcji nie oznacza, że będziemy masowo się skrobać; może natomiast zapewnić nam dostęp do rzetelnej i ludzkiej opieki lekarskiej. Szkoda, że państwo nie walczy z równą zajadłością o życie poczęte, życie rozwinięte. O życie niepełnosprawne. Kto nigdy nie zmagał się z tonami papierkowej roboty, by uzyskać nędzny zasiłek pielęgnacyjny, nie wie, jak państwo dba o życie poczęte.

Chrońmy życie poczęte!

Chrońmy dziewuchy, żeby nie umierały w męczarniach, kiedy martwy płód będzie rozsadzał je od środka. Chrońmy ich psychikę, kiedy będą nosiły w sobie płód z gwałtu. Albo płód bez twarzy, mózgu i z rozszczepieniem wszystkiego, od czubeczka maleńkiej główki aż po kość ogonową.

Dyskusja na temat reformy prawa aborcyjnego ukazała, jak tragicznie niski jest poziom wiedzy o rzeczywistości życia w ciele kobiety. Ale nie tylko. Przy okazji wyszło nam sporo dobrych rzeczy.

Czujemy ogromne wsparcie ze strony naszych kolegów, ojców, partnerów i braci. A ci, którzy chcieliby widzieć kobiety w roli podległych i zależnych, ewidentnie odczuwają coraz większą frustrację i strach.

Mówi się, że od kilku lat młodzi Polacy radykalizują się w prawo. Ale gdy zbadano młodzież według podziału na płcie, okazało się, że mentalność młodych Polek zmierza w przeciwnym kierunku (oby pociągnęły za sobą chłopaków, bo inaczej z tą demografią naprawdę będzie kiepsko).

Co więcej, próba dalszego ograniczenia praw kobiet zmobilizowała tysiące Polek do wyjścia na ulice wielu miast w kraju i za granicą. Czarny Protest zjednoczył masę świetnych ludzi i pokazał, że jako obywatelki i jako Polki nabieramy świadomości własnej wartości, mocy i pełnoprawnej pozycji w społeczeństwie; że nie boimy się krzyczeć, domagać się swoich praw. Przestajemy się przejmować tym, co na nasz temat powiedzą frustraci. Nie chcemy, żeby nikt nam mówił, jak mamy myśleć i czuć. Mamy własny rozum i nareszcie mamy własny głos.


Jajnik Ciemności

Bułka Dupek chętnie wychowa stadko i nie boi się niepełnosprawności. Ale wolałaby nie wspierać wegetacji w cierpieniu.
Jagoda Smrt chciałaby, żeby młodzi Polacy dotrzymali kroku młodym Polkom.
Marianna Niemamnie zastanawia się kim są jej fejsbukowi znajomi.
Alexa Leika marzy o Polsce, której władze dbają o to, żebyśmy uprawiali fajny i bezpieczny seks.

Related Post