W stan szoku kulturowego wpadłam niemal natychmiast, kiedy wszyscy nowo poznani znajomi ruszyli hordą, by całować na dzień dobry. Raz! Dwa! Naruszona przestrzeń prywatna, moja, słowiańska, tłusta, gburowata przestrzeń prywatna, nie wie, gdzie się podziać. I się nie podziewa, cóż, zgadzam się na miętoszenie, poklepywanie, łapanie za ramię, przytulanie przy najpierwszym kontakcie. Radosne konwenanse, jak na przykład nazywanie wszystkich guapoguapa (piękny i piękna), jeżą moją podejrzliwość: guapa ja? A ja dziś taka gruba! Czego chcesz?! Czego chcesz? I nie wiem, co rzec, co odpowiedzieć, nie wiem, a jeśli mój znajomy jest brzydki, to co mam rzec? Ty też? A jeśli całująca mnie i komplementująca Hiszpanka ma pół szminki na zębach i trupiożółty puder na twarzy, choć już nie na szyi, to co mam rzec? Że piękna? O panienko! Tyle dylematów! Z czasem jednak słowiańskość się relaksuje, stres opada, też już klepię, przytulam, międlę sama, i dopieszczam komplementami. Przyjmuję do rzeczy, że mogę być guapa, że nie ma nic złego w tym, że ktoś mnie tak czule nazwie. I tkwię w radosnym przekonaniu, że po prostu można tak miło się komplementować, i że nie każdy, kto cię takim przydomkiem uraczy, zasadza się na ciebie.

No właśnie, do czasu. Takie rozluźnienie bywa jednak niebezpieczne, bo czasem właśnie się zasadza. Nie, nie o gwałty potężne a straszliwe chodzi. Chodzi o małe ocieractwo, o smyranie suta, kiedy ręka niby to niezręcznie ześlizgnie się przy powitaniu, o spojrzenia i propozycje w sytuacjach zupełnie aseksualnych. Wytrącają z równowagi, bo już do tej neutralności guapa człowiek się przyzwyczaił, już nie podejrzewa, a tu nagle znienacka wyłania się lubieżność.

Szalony Marian

Od pewnego czasu mieszkam na Zadupiu. W tym tyglu kulturowym mieszkają imigranci, bo sypialnia metropolii, i spora rzesza hiszpańskich dziadków, którzy gnieżdżą się wraz z ludnością napływową w post-frankistowskich blokach bez ogrzewania. Dużo matek z dziećmi. Są i Polacy. W gruncie rzeczy miłe i spokojne Małe Miasteczko.

Natomiast najpierwsza styczność z Zadupiem to Szalony Marian, starszy pan z laseczką (taką drewnianą) dziarsko przemierzający podmiejskie ulice. Jako przyjezdna i nieznająca jeszcze obyczajów, bezwiednie zwróciłam się do niego z pytaniem o adres, niestety za odpowiedź dostałam jeno:

GUAPAAAAA, CYCKI CYCKI CYCKI! Ale bym cię rżnął, dziewczyno!

Ciąg dalszy zastąpił już nieartykułowany bulgot dobywający się z prawdziwie rozpromienionej i wdzięcznej twarzy Mariana.

Oczywiście dowiedziałam się później, że sorry, taką mamy idiosynkrazję, Szalony Marian chodzi i śpiewa na zadupiańskich ulicach, sadowi się na ławeczce pod ośrodkiem dla uzależnionych (mamy! położony strategicznie blisko mojego domu!), odwiedza południowoamerykańskie sprzedawczynie w dzielnicy i każda kobieta, gruba czy chuda, wypielęgnowana czy zaniedbana, może liczyć na jego atencję i końskie zaloty. Każdej po równo!

Guapa

Szalony Marian jest co prawda przypadkiem ekstremalnym, ale w swym upośledzeniu intelektualnym (które jest, jak mnie na dzielni poinformowano, udokumentowane) może pozwolić sobie na to, co reszta społeczności Zadupia musi już jednak nieco kontrolować. Dziadkowie i panowie z Ameryki Łacińskiej nie wiedzą co prawda jeszcze do końca, czemu kobiety zrobiły się bardziej pyskate, ale radosna inwokacja cycków nie ciśnie im się już na usta. Cała lubieżność musi więc zmieścić się w jednym małym słowie, które ma przyzwolenie społeczne: GUAPA. A jeśli powiedzą jej to, odchylając się nieco na barowym krzesełku tak, by dziewczyna musiała się o nich otrzeć, niosąc swoją kawę, to mają dzień zrobiony!

... tak, by dziewczyna musiała się o nich otrzeć, niosąc swoją kawę...

… tak, by dziewczyna musiała się o nich otrzeć, niosąc swoją kawę…

Guapa ty! Cyckowa Bogini! Nawet jeśli twój BMI płacze!

Guapa ty! Niezależnie od tego, czy w szortach do pół dupy, czy w legginsach, czy w piżamie! (Burek co prawda nie ruszają, ale hidżabem nie pogardzą.)

Guapa ty! Co siedzisz wyzywająco sama za ladą baru, usiłując, mimo wszystko, doczytać gazetę! Ty, co idziesz z koleżanką do metra! Ty, co siedzisz na ławce ze znajomymi! Guapa ty, zbierająca psie gówno z trawnika! GUAPA!

Guapa guapie nierówna?

Guapa padająca z ust panów na dzielni ma ewidentnie seksualne konotacje. Nie dochodzi do niej przy przywitaniu, czy w trakcie zwyczajnej rozmowy. Po prostu wiele osób czuje, że musi uraczyć swoją nieukojoną – no właśnie, czym, żądzą? – większość otaczających je kobiet. Guapa leci za tobą, kiedy idziesz po ulicy. Melancholijny przechodzeń rzuci ci nią w twarz, po skrupulatnym obejrzeniu całej reszty twojego ciała. Guapa jest wyrazem wszystkiego tego, co pan by chciał, ale nie może, bo konwenanse i consent. Bo to jedno słowo akurat wypada powiedzieć kobiecie.

Być może to sprawia, że jednak i reszta kontekstów, w których używa się guapy, zaczyna być wyjątkowo podejrzana. Ten starszy profesor z wydziału, który bierze cię pod ramię i pyta, czy zjesz z nim obiad, guapa… Ten znajomy znajomych, przebojowy i młody biznesmen, który znów podchodzi zbyt blisko i na pożegnanie rzuca ci Widzimy się, guapa…. Jak odróżnić guapę towarzyską od guapy z podtekstem? Nie natomiast można zanegować, że jest to słowo, które funkcjonuje w wielu kontekstach, na wielu poziomach i że jest też tym miłym zwrotem w stosunku do twoich znajomych. Moja paranoja powinna więc zostać nieco powściągnięta.

Ja, póki co, przestałam go używać. Chciałam popróbować z hermoso (piękny) , dopóki nie dowiedziałam się, że też ma różne konotacje. A teraz używam innych, miłych słów w stosunku do moich bliskich i znajomych. I tylko jedna moja koleżanka – nie znająca na szczęście skomplikowanych sensów bycia guapą – jest bardzo zadowolona, kiedy przyjeżdża w odwiedziny. Mówi, że w końcu ktoś zatrzymuje ją na ulicy miłym słowem, a nie bluzgiem. Można mieć i takie doświadczenia!

Related Post