Dieta śródziemnomorska w wydaniu hiszpańskim ma dwa oblicza. Jedno z nich znamy z kolorowych magazynów i blogów o zdrowym żywieniu. To dieta pełna zieleniny, zdrowej oliwy, kusząca nieskończoną różnorodnością ryb i owoców morza, a przyjazne węglowodany z roślin strączkowych w niej zawarte sprawiają, że jesteśmy smukli, piękni i szczęśliwi. Czy jakoś tak.

Muszę przyznać, że po przyjeździe na Półwysep oczekiwania te nie sprawdziły się w najmniejszym stopniu. Zjedzenie dobrej sałatki graniczyło z cudem, jeśli warzywa, to tylko smażone na głębokim tłuszczu i panierowane, a zamiast obiecanych zdrowych węglowodanów, ziemniaki na sto tłustych sposobów. Jednak najlepsze miało dopiero nadejść, bo za sprawą mojego byłego o prowincjonalnym i iberyjskim stylu życia zostałam wciągnięta w świat jego znajomych, z perspektywy czasu określanych zbiorczo mianem Zgniłego Kręgu. Zgniły Krąg, którego obyczaje zasługują na osobny cykl, to grupa dość dobrze usytuowanych ludzi, która kisi się we własnym sosiku od później podstawówki. Ich styl życia oscyluje między histerią rozwydrzonych trzydziestolatków a seksizmem jurnych byczków, między wzajemnym obrabianiem sobie dup a zbiorczą afirmacją męskości. Właśnie w tych okolicznościach poznałam inne – zapewniano mnie że męskie i autentyczne –  oblicze kuchni śródziemnomorskiej. Dzięki temu wieloletniemu i beznadziejnemu związkowi dowiedziałam się, że jedzenie może mieć ścisły związek z patriotyzmem, szowinizmem, histerią, alkoholizmem i autoafirmacją.

Brutalne żarcie

Wyrażenie brutalne żarcie (comer basto) streszcza właściwie sens tej drugiej diety śródziemnomorskiej. W wydaniu Zgniłego Kręgu polegało to w zasadzie na wpierdalaniu białka i tłuszczy. W zasadzie, bo comer basto jest, jak się okazuje, pewnym rytuałem o różnych implikacjach.

Tłuste oblicze diety iberyjskiej. Zdjęcie: Lech

Tłuste oblicze diety iberyjskiej. Zdjęcie: Lech

Po pierwsze, brutalne żarcie ma swój nieodzowny komponent lokalny: w Zgniłym Kręgu preferowano tradycyjne hiszpańskie dania, te dla prawdziwych mężczyzn oczywiście. A więc na dobry początek wszystkie podejrzane części zwierząt,  hiszpańska casquería: świńskie uszy, czasem jeszcze z jakimś włosem, zasmażane z odrobiną sosu pomidorowego i cebulką; świńskie policzki sautee; różnego rodzaju nabrzmiałe krwią kaszanki; móżdżki; królicze pyszczki, najlepiej jeszcze jak przy obgryzaniu szczęki trafi się jakiś ząb. Dalej hiszpańskie wędliny, różne kiełbasy, śmierdzące i stare sery, z których największym poważaniem darzono doszczętnie spleśniały asturyjski cabrales.

Po drugie, brutalnego żarcia musiało być dużo. Prawdziwy mężczyzna nie zadowoli się sałatką na kolację, prawdziwy mężczyzna wpierdoli dwa ociekające zwierzęcym tłuszczem dania. Zbierali się więc w swym męskim gronie raz na jakiś czas, żeby gotować prawdziwe żarcie. Ich spotkania przypominały mi sesje Epic Meal Time:

Dużą popularnością cieszył się wśród moich znajomych cachopo, czyli stek wielkości głowy, panierowany wraz z serem, bekonem, bekonem i serem  i smażony na głębokim tłuszczu. Nie gardzono też świniakiem z Segovii, który według tradycji ma być tak miękki, by dał się pokroić talerzem. Baranina była w cenie, ze względu na swą tłustość i kolonizatorski posmaczek. Zgniły Krąg wyśmiewał się oczywiście z Moros, Marokańczyków, ale z drugiej strony czuł jednak względem nich dużą sympatię, głównie dlatego, że słabo odnajdował się w Europie. W Zgniłym Kręgu często można było usłyszeć, że Afryka zaczyna się w Pirenejach, a powinowactwo gastronomii marokańskiej i hiszpańskiej (pomijając świnie) było raczej powodem do dumy.

Casa Pepe

Równie ważnym aspektem męskiego żarcia jest miejsce, w którym się je. Wiadomo, że Półwysep szczyci się kulturą barów i wszyscy żywią się na ulicy. Zgniły Krąg preferował tawerny, gdzie serwowano sute i w dodatku darmowe tapas – przystawki. Jednak co jakiś czas wybierał się do miejsc bardziej tradycyjnych. Tradycja w Hiszpanii przybiera różne oblicza, moi znajomi chodzili – oczywiście chodzili ironicznie – do tych barów, gdzie patriotyzm objawiał się dużą ilością hiszpańskich flag, mniej lub bardziej wyeksponowanym godłem z epoki frankistowskiej, a czasem, czemu nie, nawet i portretem Caudillo.

Uosobieniem tego typu barów jest Casa Pepe,  ciesząca się pewnym wątpliwym rozgłosem instytucja, która – jak głosi slogan – od dziewięćdziesięciu lat pozostaje w służbie Hiszpanom. Jego strategiczne położenie (Despeñaperros, wąski kanion łączący Kastylię La Manczę z Andaluzją) sprawia, że dla wielu stał się po prostu przystankiem w drodze na wakacje, a dla innych kuriozalnym reliktem epoki frankistowskiej.

Właściciel baru jest bowiem zatwardziałym frankistą i rasistą i uważa, że demokracja to zgnilizna moralna. Ze względu na pewną popularność Casa Pepe stworzyła swój „markowy” sklep, gdzie sprzedaje nacjonalistyczne gadżety. W menu znaleźć można tradycyjne, kastylijskie potrawy jak sopa de ajo (zupa czosnkowa), gulasze, dziczyznę, i inne męskie potrawy.

Panowie ze Zgniłego Kręgu byli w Casa Pepe raz. Z tego co wiem, weszli tam z pewną taką nieśmiałością, bo przecież oni stołowali się tam wyłącznie ironicznie, choć ich nostalgia za patriotycznym jedzeniem była jak najbardziej prawdziwa.

Ale wiadomo, jeśli się wejdzie miedzy frankistowskie wrony, to między dziczyzną a Rioją trzeba krakać jak i one.

W Madrycie takich barów jest dużo mniej, więc na co dzień Zgniły Krąg stołował się po prostu w lokalach z regionalnym żarciem i czasem tylko rzucał kwaśne, nacjonalistyczne żarciki o tym, że Franco nie pozwoliłby na to lub tamto (Esto con Franco no pasaba).

Wyzwania

Integralną częścią męskiego żarcia są oczywiście wyzwania. Słowa a que no hay huevos de… (czyli swojskie za chuja tego nie zrobisz) działają jak płachta na iberyjskiego byka. Członkowie Zgniłego Kręgu wylądowali kiedyś w ten sposób w Oam Thong, stołecznym lokalu serwującym najbardziej pikantną potrawę w Hiszpanii. Pisano o niej tak:

Język boli, jak gdyby jakiś Wenecjanin próbował zrobić z niego carpaccio za pomocą zardzewiałego noża. Czas mija, a cierpienie trwa. Najgorszy jest właśnie ten nagły i irracjonalny strach, że agonia będzie trwać wiecznie.

Wiadomo, że perspektywa wpięcia sobie w klapę orderu zjedzenia najbardziej pikantnej potrawy w Hiszpanii – a może i na świecie – bardzo łechtała ambicję członków Zgniłego Kręgu. „Oam Thong?”- mogliby wtedy mówić – „Byłem tam. Przereklamowane”.

Movies GIF - Find & Share on GIPHY

Historia ta nie wpisała się jednak w annały Zgniłego Kręgu i nie stała się stałym punktem odniesienia w rozmowach o żarciu. Zapewne dlatego, że panowie nie byli w stanie przełknąć tej pikantnej wołowiny. Natomiast inne pikantne ekscesy zagościły w zbiorowej pamięci Kręgu na dobre. Na przykład wspomnienie podróży do Galicji na chlanie, żarcie i wakacje. Panowie zatrzymali się wtedy na obiad w przydrożnej restauracji. Wąsaty właściciel restauracji zaproponował, że poda bardzo pikantną przystawkę (mięsną). Po wymienieniu okolicznościowych uwag i śmieszków, panowie postanowili spróbować lokalnych delikatesów. Z późniejszych opisów sceny pamiętam tylko, że kierowca rzygał po tapie w kiblu, a ci, którzy nie prowadzili i mogli spożywać alkohol, schlali się w barze do nieprzytomności. Szczegółowe informacje dotyczące płonących odbytów jeszcze długo po tym zdarzeniu rozpalały cotygodniowe pogaduszki przy piwie.

Kolacja fiutów

Ekscesy stanowiły w ogóle sens życia Zgniłego Kręgu. Przesada w wydaniu gastronomicznym osiągała swoje apogeum tuż przed świętami, kiedy Hiszpanie tradycyjnie umawiają się na kolacje ze znajomymi. O ile jednak pracownicze Boże Narodzenie może być nudnawym lub zabawnym posiłkiem, mniej lub bardziej zakrapianym alkoholem, o tyle spotkanie Zgniłego Kręgu było czymś zupełnie innym, a mianowicie skrupulatnie planowaną męską afirmacją i alkoholowym delirium: Kolacją Fiutów (Cena de las pollas).

Kolacja była planowana zawsze z dużym wyprzedzeniem, tak by nawet ci znajomi, którzy wyjechali z Hiszpanii, zdążyli kupić bilety. Tradycyjnie w kolacji fiutów nie uczestniczyły partnerki. Był to ten dzień, kiedy kobieta miała nie interesować się tym, co robi mężczyzna, a później być wyrozumiała, kiedy następnego dnia rano – albo wieczorem – jej wybranek wczołga się na kokainowym dole do mieszkania.

Kolacja zazwyczaj miała miejsce w dobrej hiszpańskiej lub orientalnej restauracji, gdzie można było zamówić menu de Navidad, świąteczny dwudaniowy zestaw po przystępnej cenie. Panowie często zgadzali się na to, jednak w czasach świetności Kręgu woleli raczej zamawiać duże ilości różnego żarcia i jeść na spółkę.

Z późniejszych opowieści wynika, że Kolacji Fiutów nie powstydziłby się sam Pasolini: choć robienie sobie miejsca w żołądku pozostawało w sferze domysłów (a dużo było o tym żartów), alkohol lał się strumieniami, panowie spadali z krzeseł, śpiewali z właścicielem, zamawiali kolejne porcje, pili jeszcze więcej, by w końcu wytoczyć się z restauracji i w madryckiej nocy – hejże ha! – czynić zło.

Może tak było. A może po prostu panowie chcieli post factum ubarwić sobie fantazyjnie swoje mityczne spotkania, podczas których zapychali się tłuszczem, pierdząc w stołki.

Propozycje męskiego żarcia

Domyślam się, że po podróży wgłąb Zgniłego Kręgu jest już mniej więcej jasne, na czym polega Druga Dieta Śródziemnomorska. Jeśli jednak w dalszym ciągu poszukujesz kulinarnych inspiracji do brutalnego żarcia, załączam listę potraw, których nie opisałam dotąd w tekście.

Stoisko z gallinejas z okazji Świętego Izydora. Zdjęcie: Lech

Stoisko z gallinejas z okazji Świętego Izydora. Zdjęcie: Lech

  • Cieszące się sławą męskiego afrodyzjaka i stymulatora produkcji spermy jądra byka. U świętych rzeźników halal co jakiś czas ustawiają się kolejki stroskanych kobiet, które chcą wspomóc swych mężczyzn w spełnianiu swej naturalnej powinności.
  • Rabo de toro, byczy ogon – choć na początku podejrzewałam, że prącie – najlepiej jeszcze ciepły, jedzony w niedzielne popołudnie w okolicach placu do walk byków. (Męskie) palce lizać!
  • Sangre, krew, czyli galaretka ze zsiadłej krwi podsmażana z cebulką. Jako męska tapa pod iberyjskie wino.
  • Madryckie gallinejas czyli kurze jelitka nawinięte na patyk jak wata cukrowa. Najlepiej jeść je będąc upierdolonym z okazji Świętego Izydora (15 maja).

Smacznego!

Related Post