Feminizm ma taki brzydki wydźwięk. Kojarzy się, przynajmniej mojemu ukształtowanemu w Polsce mózgowi, z czymś krzykliwym, nie na miejscu, lekko zaciągającym stęchlizną. Czymś co jest, ale lepiej nie wypisywać sobie tego na czole. To byłoby prawie równoznaczne z etykietką „mam okres”, lub „nie użyłem dezodorantu przed siłownią”. Niby OK, ale jednak nie. Niby nic strasznego, ale wzbudza uśmieszki, a ludziska zgrabnie wymijają temat, kompletnie ignorują jego istnienie lub stosują aktywną pobłażliwość.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli tylko się da, F-word jest przemilczane.

Ale co z sytuacjami, gdy ten feminizm krzyczy wszystkimi porami mojego ciała, ale brak mi słów i środków, żeby skutecznie to komuś przekazać? Gdy wiem, że ten ktoś nie zaaprobuje mojego tłumaczenia zbudowanego wokół słowa feminizm czy też anty-tłumaczenia wokół słów szowinizm czy seksism. Co zrobić, gdy krew ci się gotuje, bo:

Jesteś z rodziną w restauracji

Twój chłopak obok ciebie, naprzeciwko twoi rodzice. Dyskusja o zakupie mieszkania – przez ciebie i chłopaka, na spółkę, więzy małżeńskie niewliczone w transakcję. I nagle TWÓJ tata (wykształcony, inteligentny, oczytany, bynajmniej nie szowinista ni seksista per se), po przekątnej, ignorując twoją osobę, pyta chłopaka, „czy nie myślał o tym, żeby zainwestować swoje pieniądze samemu. Czy to aby nie byłby lepszy pomysł?”. Pal sześć, że jest to dyskusja między twoim facetem a tobą! Fakt, że rodziciel, siedząc naprzeciwko ciebie, totalnie cię ignoruje i rozpoczyna dyskusję na temat twojej finansowej przyszłości z twoim partnerem, jakbyś nagle przywdziała czapkę niewidkę, sprawia, że rzeczywiście stajesz się oniemiała i niewidzialna. Ale w środku się gotujesz.

Idziesz z bratem na spacer

Gadacie o tym i owym, jest fajnie. Dawno się nie widzieliście i już zapomniałaś, jak bawi cię jego poczucie humoru. Wtem przed wami przechodzi jakaś dziewczyna, nie zwracasz na nią większej uwagi… Do czasu, gdy braciszek wiedzie za nią wzrokiem i wydaje z siebie syczący odgłos zwieńczony stwierdzeniem: „mmmmm, ale dupeczka”. Oniemiejesz.

Przerwa na lunch w pracy

Tak się składa, że w biurze zostało trzech twoich ulubionych kolegów i możecie na luzie pozbijać z szefostwa, kiepskich zarobków, kaca i ogólnie ironii życia.

Jest fajnie, dopóki kumple nie przechodzą na temat dziewczyn i bez ogródek zaczynają opisywać koleżanki według kryteriów: „ach, tę to bym przeleciał”, „a tamta, no fajna cipka, ale ma grube nogi”, itp. itd.

To wszystko pół żartem, tonem sugerującym, że są panami tego świata. Ty też się śmiejesz, w sumie sytuacyjnie to nawet może i śmieszne te żarty, żarciki, żarteczki… Nie czujesz się na siłach, żeby zrobić awanturę i kategoryczny wywód na temat podmiotowego traktowania połowy ludzkości, z tobą włącznie. A jednocześnie zaczynasz podświadomie zastanawiać się nad tym, jak twój tyłek wygląda dzisiaj w tej spódniczce. Na wszelki wypadek wychodzisz z jadalni ostatnia.

Stresujący telefon do rodziców

Znowu wydaje ci się, że jesteś asertywna i zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy, żeby wyłożyć im swój punkt widzenia. Okazuje się, że nie. Jesteś na granicy furii, czujesz zawód i smutek. Resztkami sił dalej brniesz w asertywne tłumaczenie rodem z sesji psychoterapeutycznych.

Tracisz kontrolę, gdy rodziciel pyta, czy możesz przekazać słuchawkę chłopakowi. Bo w końcu nic nie załatwi sprawy tak, jak rozmowa między facetami, czyż nie?

W końcu ty jesteś tylko histeryzującą babą. Wiedziona istnie kobiecym brakiem refleksu, a może ciągłym zdębieniem, przekazujesz słuchawkę, a w twojej głowie pojawia się pustka. Biała, świdrująca pustka, z której budzi cię ból nadgarstka, kiedy walisz w ścianę z poczucia bezsilności.

Rozmowa przy rodzinnym stole

Może to Wielkanoc, może Boże Narodzenie. Dawno się nie widzieliście. Sposobem takim czy innym temat schodzi na tzw. bycie dżentelmenem. Perorujesz, że bycie takowym od bycia protekcjonalnym dzieli cieniutka linia, często nadużywana przez płeć brzydką. Zostajesz zaatakowana pytaniami, co właściwie jest takiego złego w całowaniu kobiety w rękę? Co takiego złego w teatralnym otwieraniu przed nią drzwi?

Słyszysz, że któregoś dnia my, kobiety obudzimy się z ręką w nocniku – dosłownie – jak mężczyzny nie będzie w pobliżu, żeby naprawić nam toaletę.

Że na własne życzenie niszczymy tym F-eminizmem szlachetne i wzniosłe tradycje, na których Polska jest zbudowana. Braknie ci argumentów… Milkniesz pokonana, przygnieciona świadomością, że ta walka nie ma sensu.

Reprezentujesz swoją firmę na konferencji

(Nie w Polsce akurat, choć wyobrażam sobie, że w Polsce nie jest inaczej, z tym że więcej Panów całuje cię po rączkach). Konferencja na tematy niekobiece: paliwa kopalne, energia, te sprawy. Wśród kilkudziesięciu panów po pięćdziesiątce wypatrujesz gdzieś w dali drugą kobietę. Czujesz się nie na miejscu.

Starasz się uskuteczniać networking ile wlezie, ale ci panowie jak jeden mąż (sic) są zdania, że raczej powinnaś zaistnieć w tym środowisku w roli hostessy.

Bo co taka mała dziewczynka może w ogóle wiedzieć o wielkim świecie biznesu? Z jednej strony czujesz się onieśmielona, z drugiej wpienia cię to podejście. I to, że koleś po twojej prawej, w tym samym wieku, nie jest traktowany jak różowa maskotka, która zapewne nie ma nic do powiedzenia.

Jedziesz na rowerze

Jesteś w piątym miesiącu ciąży, ale jeszcze nie całkiem widać. Jakiś gość gwiżdże za tobą, dodając standardowe „Guapaaaaa!„. Dopada cię wkurw, ale nie na tyle natychmiastowy i odważny, żeby na czas odkrzyknąć: „Jestem w ciąży, nadal zainteresowany?” Albo: „Czego oczekujesz, dupku?”. Ale za to złość i frustracja wibruje w tobie potem przez dłuższy czas.

Po siłowni relaksujesz się w jacuzzi

Obecni: ty i jakiś koleś obok. Bąbelki wygasają, a gość uczynnie włącza je ponownie nie tylko sobie, ale tobie również.

Myślisz: „Jak miło!”, po czym czujesz jego rękę na swoim tyłku. Odskakujesz jak poparzona i wybiegasz stamtąd nie odwracając się, cała rozdygotana.

Nie wiesz nawet, jak on wyglądał, nie byłabyś w stanie wskazać go palcem. Roztrzęsiona jesteś przez resztę dnia.


Jakie są różnice między tymi sytuacjami? W skali 1-10, gdzie 1 to „do zniesienia”, a 10 – „katastrofa”, większość utrzymuje się zdecydowanie poniżej 5. Ale czy to znaczy, że są one mniej ważne? Jak zareagować, gdy taki seksizm, czy szowinizm w wersji light ma miejsce w twoim najbliższym otoczeniu? Nie jest wymierzony w ciebie (w większości), ale ciebie własnie dotyka. Dotyka dogłębnie, mierzi, przygniata i osacza. Co zrobić, gdy uświadamiasz sobie, że to nie jest domena złych tego świata. Nie tych niewykształconych, nie ignorantów.

Co zrobić, kiedy znowu słyszysz: „Nie bądź taka przewrażliwiona”?

Nie znam odpowiedzi. Przypomina mi się natomiast zgoła inna historia. Miałam kiedyś przyjemność mieszkać przez dłuższy czas z trzema ziomkami. W stan ciągłego zdziwienia wprawiała mnie zawsze opuszczona deska klozetowa. Coś, czego nie mogę zdzierżyć, jeśli nie jest zrobione – wylądować zaspanej w środku nocy na zimnej, zaszczanej toalecie (bo pan zapomniał) to jeden z dręczących mnie koszmarów. Dlatego też z niekończącym się zachwytem podziwiałam ten ewenement. Pewnego pięknego dnia jeden z mieszkających ze mną kumpli opowiedział na moje peany, że jemu to nie mam co dziękować, bo on sika na siedząco. Bo „mama go tak nauczyła od małego”.

Uświadomiło mi to, jak chyba nic innego, że my, kobiety, jednak mamy władzę.

Jest nadzieja – w matkach, siostrach, ciotkach, psiapsiółach, czy nawet pani sklepowej ze spożywczaka na rogu… Jest nadzieja, że nasze uświadamianie, wychowywanie, tłumaczenie, nieprzemilczanie, ogólnie pojęta edukacja – wbrew wzdychaniu, wbrew pobłażaniu – z czasem dadzą efekty. Póki to do nas w znacznej mierze należy świat domowych pieleszy, czy tego chcemy czy nie, może uda nam się po cichutku podejść przeciwnika?


Yonie Zofia

Skądkolwiek wieje wiatr zawsze ma zapach Tatr. W tym wietrze rozpłynąć się i zniknąć – takie jej marzenie. Ale jako że do tej pory się ono nie spełniło, to rozpływa się w nadmiarze myśli, przydługawych dyskusjach, walce z perfekcjonizmem (zamiennie z dążeniem doń), niekończącej się nauce języków, obserwowaniu zbliżającego się zmierzchu cywilizacji i na koniec, dla świętego spokoju, znika w lekturze Agathy Christie.

Related Post