Karawanie Kryzysu Linda Polman obnaża dylematy, które wszyscy znamy, lecz nad którymi zastanawiamy się zbyt rzadko. Przychodzą nam one do głowy głównie wtedy, kiedy nachalny w naszym mniemaniu pracownik jakiegoś NGOsa usiłuje nas zachęcić do podzielenia się swoją krwawicą w imię ideałów. W tym momencie wielu znajduje nagle znakomite argumenty za tym, że nie należy wspierać biznesu humanitarnego w ogóle, a tego kwestującego w szczególności. Wraz z ostatnimi debatami w Polsce, kwestia zasad działalności i pożyteczności NGOsów urasta nagle do rangi strategii narodowej. Tym bardziej mam nadzieję, że rozważania Polman będą ważnym głosem w dyskusji na ten temat.

 

karawana_kryzysu

Linda Polman, Karawana Kryzysu, Wydawnictwo Czarne

 

Mocną stroną książki jest to, że uznaje kwestie finansowania, neutralności lub współpracy z reżimami za realne dylematy etyczne pomocy humanitarnej. Reportaże Polman z różnych frontów opierają się ponadto na bardzo przekonujących danych. Inna sprawa, czy spodobają się nam jej wnioski.

Bo choć kolejne rozdziały książki są dewastującym psychicznie obrazem tragedii humanitarnych – Rwanda, Nigeria, Afganistan, Irak czy Sierra Leone to tylko niektóre państwa, gdzie autorka analizuje problemy i patologie pomocy humanitarnej – to jednak w ostatecznym rozrachunku Polman przekonuje, że pomoc humanitarna i działalność organizacji pozarządowych jest niezbędna. I proponuje przemyśleć pewne aspekty „maszyny humanitarnej”.

Do No Harm – tragedia pomocy humanitarnej

Pierwszym aspektem są dylematy moralne obecne w pomocy humanitarnej. Towarzyszyły one członkom ruchu właściwie od powstania Czerwonego Krzyża, ale nasiliły się znacznie wraz ze wzrostem brutalności konfliktów zbrojnych i mimowolnych tragedii humanitarnych, do których przyczyniały się same NGOsy, w imię neutralności nieodmawiające pomocy bojówkarzom i organizacjom paramilitarnym. Tragedia ta zawiera się w credo humanitaryzmu:

Podstawą humanitaryzmu jest obowiązek bezwarunkowego ulżenia ludziom w cierpieniach.

Neutralność, do której nawołują założenia Czerwonego Krzyża, była problematyczna od dawna. Wystarczy wspomnieć, że Czerwony Krzyż nie rozpowszechnił informacji o obozach koncentracyjnych hitlerowskich Niemiec, właśnie w imię zasady nieingerowania w politykę.

Bezwarunkowość niesienia pomocy była, jest i będzie wykorzystywana na tysiące sposobów. Przypadkiem, który poruszył świat, była niewątpliwie Rwanda, którą były pracownik ONZ, Dallaire, opisuje zresztą w swojej głośnej książce Shake hands with the Devil. W imię ściśle pojętej neutralności doprowadzono do znacznego wzmocnienia partyzantki Hutu, która wmieszała się w obóz dla uchodźców w Gomie, i pozwolono na dalszą przemoc i czystki etniczne. Zainteresowanych szczegółami tego absolutnego fiaska pomocy humanitarnej odsyłam do obu książek.

Z drugiej strony, negocjacje z reżimem odnośnie warunków dostarczenia pomocy humanitarnej też nie pomagają.

Niektóre rządy, jak na przykład republika Biafry, wykorzystywały fakt, że misją NGOsów humanitarnych było pomaganie bez względu na okoliczności, i dyktowały koszmarne warunki (finansowe i w darach), by łaskawie wpuścić organizacje do specjalnie wydzielonych stref, w których były następnie okradane i wykorzystywane na przykład do transportu broni.

Inne rządy „przyciągały” do siebie pomoc humanitarną wysiedlając dość brutalnie część ludności i zamykając ją w gettach, do których dostęp musiał być słono opłacany. Dramat humanitaryzmu polega na tym, że mimo wszystko zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie działalność organizacji humanitarnych, to ofiary politycznych konfliktów zostałyby w pewnych częściach świata po prostu wyrżnięte.

Kolejne rozdziały książki Polman są coraz bardziej przygnębiające. Żyjemy w czasach, w których organizacje humanitarne musiały same przewartościować swoje działania, i stąd, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, zmieniły swój system funkcjonowania. Teraz jednak bezwarunkowoِّść nie jest absolutnaIstnieje klauzula Do no harm: po pierwsze, nie szkodzić. 

Plakat wykonany przez czasopismo Alternative Libertaire w 1990. Wznowiony w 1993. źródło: Alternative libertaire (Belgique) - ASBL 22-Mars (Bruxelles) via Wikimedia Commons

Plakat wykonany przez czasopismo Alternative Libertaire w 1990. Wznowiony w 1993. źródło: Alternative libertaire (Belgique) – ASBL 22-Mars (Bruxelles) via Wikimedia Commons

Karawana Kryzysu

Polman zwraca też uwagę na marketing humanitarny. Tytułowa karawana kryzysu ciągnie ku miejscom dotkniętym przez katastrofę humanitarną. Nie ku wszystkim, oczywiście. Istnieje swoisty ranking, w którym pozycję uzyskuje się dzięki wstrząsającym reportażom i makabrycznym zdjęciom lub świadectwom. W pewnych ustępach książki autorka deklaruje wprost, że jest to marketing; że stowarzyszenia z Gazy wynajmują sobie rzeczników prasowych, żeby lepiej „sprzedać” swoją sprawę; że inne kraje narzekają, że przestały być „chodliwe” etc.

Karawana  idzie dalej, bo organizacje pozarządowe zależą od grantów, projektów i darczyńców; siłą rzeczy udają się więc tam, gdzie kieruje się troskliwe spojrzenie społeczności międzynarodowej. Tam właśnie jest większe prawdopodobieństwo dostarczenia sporej ilości niezbędnych środków do życia, a przy okazji zarobienia na inne cele.

Książka dość szczegółowo rozwodzi się także nad biznesowymi zapędami różnych NGOsów. Ich byt, słusznie zauważa autorka, zależy od państwowych dotacji (czy możemy wyobrazić sobie inny sposób finansowania organizacji? To pytanie jak najbardziej na czasie). Dotacje przyznaje się na konkretne projekty. Te projekty bywają realizowane bez względu na okoliczności, bo od tego zależą kolejne dotacje. Spirala się nakręca. Niektóre NGOsy – sugeruje autorka – bywają w związku z tym dość cyniczne.

Przypadkiem, który szczególnie mnie poruszył, była maszyna adopcyjna rozkręcona przez pewną amerykańską organizację. Mimo iż organizacja miała za zadanie ułatwić międzynarodowe i czasowe adopcje biednych dzieci, z czasem zamieniła się w handel „dziećmi wojny” bez zgody ich afrykańskich rodzin. Nowe rodziny adopcyjne, zakochane w swoich przybranych dzieciach, nie miały naturalnie zamiaru już ich zwracać… Trawestując Fausta chciałoby się napisać, że działalność NGOsów to taka siła, co chcąc dobra, zawsze jednak trochę zła czyni.

Ty i karawana

Dobre w książce Polman jest przede wszystkim to, że nie poprzestaje na krytyce pomocy humanitarnej. Wprawiłoby to niektórych z nas w doskonały nastrój i zwolniło z dalszego obowiązku zastanawiania się nad tragediami tego świata, o ile nie stanowią one dla nas bezpośredniego zagrożenia.

Autorka nie zadowala się jednak tą konkluzją, bo uważa, że działalność organizacji humanitarnych jest konieczna, i zmusza do myślenia nad przyczynami zaistniałych sytuacji. Sugeruje, że nadmiernie upraszczamy sprawę, twierdząc, że problem tkwi wyłącznie w NGOsach.

Jaką rolę w karawanie stanowią media? Czy ich zdolność do kreowania opinii nie powinna ich też zmuszać do bardziej przemyślanych, wyważonych, paradoksalnie mniej „medialnych” a bardziej etycznych postaw? Jaka jest zależność między mediami a organami państwowymi? Czy model, w którym organizacje zależą od projektów, projekty od grantodawców, a grantodawcy inspirują się medialnymi sensacjami, jest właściwy? Czy w końcu my, którzy jesteśmy już bogaci w tragiczne doświadczenia minionego wieku, nie powinniśmy zmienić naszego sposobu myślenia? Jeśli myślałeś, że wysłanie przeterminowanych leków albo starych butów do obozu dla uchodźców jest właściwe, apel tej książki skierowany jest także do ciebie. Jeśli nigdy nie zadałeś niewygodnych pytań pracownikowi NGOsu, jeśli nie szukałeś niezależnych informacji o pewnych, dziwnie szybko zapominanych katastrofach, to też, niestety, jesteś częścią karawany.

Gorąco polecam tę książkę, niezależnie od waszego stanowiska w kwestii pomocy humanitarnej. Wersja Wydawnictwa Czarne zawiera ponadto przedmowę Janiny Ochojskiej i gorzko-śmieszny słowniczek Aid Speak. 

Related Post