…czyli parę słów o kobiecej przyjaźni

Odkąd pamiętam, moja mama była otoczona przyjaciółkami. Nie było tygodnia, żeby nie umawiała się z którąś na naleśnika, wymianę książek czy doradztwo butikowe (tak, moja mama była nieświadomą pionierką personal shoppingu). Jako nastolatce wydawało mi się to zupełnie naturalne, ale z wiekiem zauważyłam, że nie wszystkie mamy tak mają. Znam niejeden przypadek kobiety po menopauzie, która przyjaciółkę ma jedną, a często nie ma żadnej, a jedynym jej kompanem i powiernikiem jest mąż. Jedna z takich pań, zresztą niezamężna, oświadczyła mi, że brak przyjaciółek to wynik świadomej decyzji, bo te baby są takie irytujące. 

Przez pewien czas podzielałam tę opinię. Jako dziecko miałam do pełnej dyspozycji i mamę i tatę, ale mama była w mojej głowie przyporządkowana sferze domowej (mimo, że pracowali obydwoje – ot, kolejny paradoks mentalnego patriarchatu!). Przez to wydawała mi się trochę nudna. Za to mój tata pachniał przygodą na kilometr! To z nim, bratem i innymi chłopakami spędzałam wakacje, chodząc po górach, pływając po jeziorach, grając w podchody i jeżdżąc na rowerach. W harcerstwie należałam do mieszanej paczki, gdzie dziewczyny były jak na ówczesne standardy mało kobiece, a chłopcy mało męscy (stanowiliśmy taką lekko queerową drużynę o artystycznym zacięciu, ale o tym innym razem). Jako nastolatka miałam różne przyjaciółki, ale bardziej ekscytowało mnie spędzanie czasu z chłopakami – oni robili tyle ciekawych rzeczy! Jeździli na deskorolce, chodzili na skłoty, grali próby w opuszczonych fabrykach, podróżowali autostopem… Ja tych rzeczy nieśmiało liznęłam, ale prawdziwe robienie było typowo męską domeną.

Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że to wszystko spadek po tacie-patriarchacie.

Przyjaźń z kobietami doceniłam później, gdy poza robieniem zaczęłam potrzebować porozumienia. To kobiety dały mi wspólnotę doświadczeń, o którą statystycznie trudniej z mężczyzną. Zdziwiło mnie i przeraziło, jak wiele z nas powielało przez lata identyczne schematy i wpadało w te same pułapki, nieświadome tego, że przechodzimy wszystkie przez jedno gówno. Jedną z moich najbliższych dziś przyjaciółek poznałam pod drzwiami chłopaka, którego, jak się okazało, wtedy dzieliłyśmy. Z inną moja przyjaźń rozpoczęła się od słów: Hej, chciałam ci powiedzieć, że wcale nie uważam cię za szmatę.

Zdałam sobie też sprawę z tego, jak rzadko zabierałyśmy głos w towarzystwie mężczyzn, skłonne raczej do chowania się za ich tematami i opiniami, czekając z własnym zdaniem, aż znajdziemy się w wyłącznie kobiecym towarzystwie. Może gdybyśmy wcześniej nauczyły się ze sobą rozmawiać, zamiast poszukiwać dowartościowania w oczach mężczyzn, szybciej byśmy też zmądrzały. Może gdybyśmy nie chowały się za ich szerokimi plecami, tylko rozmawiały jak równy z równym, wcześniej zmądrzeliby i oni.

Gdy dziewczyny z mojego otoczenia uwolniły się z kontekstu rodzinnego domu, szkoły i podwórka, rozpoczęły studia, wyjechały za granicę, okazało się, że też robią rzeczy. Dzisiaj są to często rzeczy na takim pułapie, o jakim nawet nie śniłam, latając za chłopakami z gitarami. Rzeczy nierzadko wymagające niezłej pary jajników. Patrzę na te kobiety z podziwem, który nie jest już przypisany konkretnej płci.

To z trójką takich twórczych, fascynujących dam mam przyjemność współtworzyć ten blog.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy, wskutek otwarcia przez polski parlament wiecznie przecież niedomkniętej puszki Pandory z aborcją w środku, poznałam wiele świetnych, mądrych dziewczyn z Polski także tutaj, w Barcelonie. Zjednoczyła nas wspólna sprawa, ale okazało się – niespodzianka! – że razem możemy robić o wiele więcej, niż tylko gadać o skrobankach.

Na nowo odkrywam też przyjaźń z mężczyznami, ale już z innej perspektywy. Przychodzi mi trudniej, bo jest obciążona wieloma stereotypami, m.in. takim, że nie istnieje. To fascynująca sprawa, ale o tym kiedy indziej. Teraz chciałabym powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze: dziewczyny, spróbujcie zaprzyjaźnić się ze swoimi mamami, siostrami, koleżankami – czeka was niejedna miła niespodzianka. Po drugie: laski, jak fajnie, że się przyjaźnimy! Nareszcie! Dziękuję. Oby było coraz więcej mądrej solidarności jajników, której nie postrzegam jako żadnej głupiej opozycji wobec jąder, ale od dawna wyczekiwaną, twórczą i dobroczynną dla wszystkich wspólnotę kobiet. Mam nadzieję, że razem uda nam się przetrwać nawet menopauzę.

 

Related Post