Versión original en español abajo

O strachu i chciwości

Większość opinii na temat wyników wyborów w Stanach Zjednoczonych jest zgodna w jednej kwestii: to strach i frustracja zadecydowały o wynikach tego aktu demokracji, niecodziennego gestu cywilizacji, który uwieńczony został rozpadem światowego systemu finansowego, nakręcając jeszcze bardziej spiralę strachu. Ale zarówno początkowe obawy jak i ich pogłębienie są lękiem przed tym samym: przed ubóstwem. To, co wzbudza strach wśród obywateli „prawie” wszystkich światów, to wywłaszczenie, utrata tego, co własne, ubóstwo.

Nie boimy się choroby, ale przeraża nas perspektywa choroby bez ubezpieczenia zdrowotnego. Nie boimy się zestarzeć, raczej tego, że na starość nie będziemy mieli wystarczających środków do godziwego życia. Nie boimy się śmierci, a tego, że nasze rodziny pozostaną bezbronne, w ubóstwie, jeśli w momencie śmierci nie zgromadzimy środków wystarczających nie tyle do szczęśliwego, lecz raczej wygodnego życia, nie tyle do pogodnej i spełnionej egzystencji, lecz raczej do najzwyklejszego przetrwania.

Nie boimy się nie mieć okazji do samorealizacji, boimy się stracić podstawowe środki do dalszego oddychania, do bezpiecznego snu, do pracy, nawet nie takiej, która pozwoliłaby nam na rozwój naszych zdolności, lecz takiej, która pozwoliłaby nam przeżyć. I tak usiłujemy przetrwać, żyjąc w ciągłym poczuciu zagrożenia, że i to może się skończyć. Odczłowieczająca praca, odczłowieczające warunki bytowe, odczłowieczający indywidualizm: taki jest nasz los. A mimo wszystko, najbardziej obawiamy się ubóstwa. Nie jest to lęk wrodzony, lecz stworzony i nienaturalny, jak zresztą prawie wszystkie przejawy człowieczeństwa.

Koniec końców, czym jest ubóstwo? Czy naprawdę wiemy, czego się tak panicznie boimy? Czy nie staliśmy się przypadkiem niewolnikami posiadania podczas gdy chorujemy na niedostatek? Na czym opiera się nasze ubóstwo? Co tak naprawdę znaczy być ubogim? Czy jest to niemożność zaopiekowania się drugą osobą, a może niemożność zatroszczenia się o siebie samego? Jeśli nie wiemy, czym jest ubóstwo, dlaczego tak bardzo się go boimy?

Zdaje się, że staliśmy się niewolnikami czegoś, czego sens nie jest nam do końca znany. Zastawiamy naszą wolność i zdolność do samostanowienia w imię irracjonalnej potrzeby stabilizacji: irracjonalnej, bo w naturze nie ma nic stabilnego. Nie potrzebujemy lepszego społeczeństwa, a tylko stabilnego świata, nawet jeśli oznacza to akceptację niestabilnego status quo. Nie głosujemy więc na tego, kogo uważamy za najlepszego człowieka, lecz na kogoś, kto ucieleśnia nasze lęki w najbardziej wyrazisty sposób; na tego, kto boi się ubóstwa jeszcze bardziej. Na kogoś, kto nie obiecuje szczęścia lecz zemstę:, zemstę na Obcym; na kogoś, kto nie chce zdjąć jarzma strachu lecz zacisnąć je jeszcze bardziej, obiecując bogactwo, którego znaczenia też w sumie nie znamy. Zmierzamy więc od niewoli niedostatku w stronę niewoli posiadania, czyli chciwości.

Pewien naród wybrał chciwca na swojego przywódcę; naród, który najbardziej boi się ubóstwa, wybrał chciwca na swojego zarządcę.

Efekty tego są do przewidzenia: nadejdą ciężkie czasy, kiedy będziemy pytać, czy nasze obawy były uzasadnione. Czy nie jesteśmy teraz najbiedniejszymi z ludzi? Nie umiemy już troszczyć się o siebie nawzajem, to, co żałosne, wydaje nam się godne pochwały, a to, co perwersyjne, pożyteczne. Niewolnikami niedostatku jesteśmy już od tak dawna, że tylko chciwość może okiełznać ten reżim terroru i bezprzedmiotowego strachu.

Diogenes Laertio mówi, że Święty Pies (czyli Diogenes z Synopy, ze szkoły cyników) napełniał właśnie swój kubek, kiedy zobaczył, że stojące obok dziecko zrobiło naczynie z własnych dłoni, aby napić się źródlanej wody. Cynik pozbył się naczynia, wyrzucając sobie swą głupotę.


Yang, Dae-Won and 양대원 (źródło: Google Cultural Institute)

El temor y la avaricia

La mayor parte de las opiniones en torno a los resultados de la elección estadounidense coinciden en algo: han sido el miedo y la frustración los factores determinantes de este ejercicio democrático —portentoso gesto de la civilización—, que concluyó en el desplome del sistema financiero mundial, es decir, generó más temor del que lo motivó. Pero el miedo de origen y su resultante aumento, o profundización, es terror a lo mismo: la pobreza. Aquello a lo que más le teme el ciudadano promedio de ‘casi’ todos los mundos, es a la desposesión, a quedarse con menos de lo que tiene, a ser pobre.

No tememos a la enfermedad, no más de lo que nos aterra enfermar sin contar con un seguro médico suficiente; no tememos envejecer, sino a que en la vejez no tengamos medios dignos de subsistencia; no tememos a la muerte, como tememos que nuestras familias queden desprotegidas, en la pobreza, si al morir no logramos poseer, tener algo que nos garantice el mínimo de estabilidad para llevar no una vida feliz, sino una vida cómoda, no una vida dichosa y realizada, sino la mera y más elemental forma subsistencia. Ya no tememos perder la posibilidad de la realización personal, sino los recursos elementales para seguir respirando, para dormir a resguardo, para trabajar, ni siquiera en una actividad que permita el desarrollo de nuestras facultades humanas, sino que nos dé, por lo menos, lo suficiente para subsistir. Y así vamos subsistiendo, con la amenaza de que también eso se agote. El trabajo deshumanizante, las viviendas deshumanizantes, el individualismo deshumanizante, es ese el sino de nuestros días. Y nuestro mayor temor, aun en tales condiciones, es la pobreza. Es un temor no instintivo sino creado —como casi todo lo humano—, innatural.

Porque a fin de cuentas ¿qué es la pobreza? ¿sabemos en verdad a qué le tememos de esa manera irracional? ¿no nos hemos vuelto esclavos aparentes de la posesión, cuando nuestra enfermedad es la desposesión? ¿en qué estriba nuestra pobreza? ¿qué es en verdad ser pobre? ¿no poder ver por el otro? ¿no poder ver por mí mismo? ¿y si no sabemos qué sea la pobreza? ¿por qué hemos de temerle tanto?

En todo caso, nos hemos vuelto esclavos de ese temor a algo cuyo sentido no tenemos claro. Empeñamos nuestra libertad y capacidad de autodeterminación en una irracional necesidad de estabilidad —irracional porque en la naturaleza nada es estable. No queremos una sociedad mejor, queremos un mundo estable, que no cambie incluso en su desequilibrio. No votamos por quién creemos que es una mejor persona, sino por quién encarna con mas viveza nuestros temores, alguien que le teme aun más a lo que nosotros le tememos: la pobreza. Alguien que no oferta felicidad sino revancha —ir contra el otro— que no pretende desatar el yugo del temor sino afianzarlo con la promesa de una riqueza, cuyo sentido, así es, tampoco tenemos claro. Nos desplazamos de la esclavitud de la desposesión, a la esclavitud de la posesión, la avaricia.

Un ‘pueblo’ ha elegido al avaro como su líder­; el ‘pueblo’ que más teme a la pobreza ha elegido al avaro como su administrador.

El resultado es lógico, y lo natural será la dificultad de los tiempos, el que nos preguntemos ahora si nuestros temores son fundados. ¿Acaso no somos ahora mismo los más pobres de los humanos? por qué ya no sabemos ver por el otro, porque lo ridículo parece loable y lo perverso un útil, porque llevamos tanto tiempo siendo esclavos de la necesidad de subsistencia, que sólo la avaricia podía imponerse a este régimen de terror, miedo de nada…

Cuenta Diógenes Laercio que El Perro Sagrado (Diógenes de Sínope, el cínico), llenaba su jícara para beber agua de la fuente, cuando vio que un niño hacía un cuenco con sus manos para llevarse agua a la boca. El cínico botó la jícara y se reprochó su estupidez.


Mar Veneno 

Absolwentka ENAH, Narodowej Szkoły Antropologii i Historii oraz Filozofii na Autonomicznym Universytecie Meksyku (UNAM). Obecnie wykłada filozofię i zaraża pasją poznawczą kolejne pokolenia Meksykanów. Jedna z najbardziej aktywnych promotorek fenomenologii w Meksyku. Motto: Mar, vénganos tu reino.

Licenciada por ENAH, México, Licenciada y Doctorada por Facultad de Filosofía de la UNAM, sigue volcada con la actividad docente, trasmitiendo la pasión por el saber a las siguientes generaciones de jóvenes mexicanos. Una de las promotoras más descatadas del movimiento fenomenológico en México. Lema: Mar, ¡vénganos tu reino!


Related Post