Jajnik słuchał

 The Wasp Factory. Ben Frost

W wybitnie kontrowersyjnej powieści grozy Iaina Banksa młodociany psychopata morduje i zjada psy i dzieci. No i oczywiście nienawidzi kobiet (które też tradycyjnie morduje). Ben Frost, mistrz elektro-akustyki oparł na The Wasp Factory swoją niekonwencjonalną operę, z tą różnicą, że kobiet nie nienawidzi, a wręcz przeciwnie – zwraca im głos, którego wcześniej nie miały. Efekt jest groteskowy, schizofreniczny i boleśnie piękny.


 Awaken, My Love! Childish Gambino

Jeśli ten rok należał do kogokolwiek, to wcale nie do żadnego światowego lidera ani nawet nie do O.J. Simpsona. Panem i władcą 2016 roku był Donald Glover w każdej odsłonie. Na swojej najlepszej do tej pory płycie Gambino porzuca rap na rzecz znakomicie wyprodukowanego psycho-funku i udowadnia nie tylko, że znakomicie śpiewa, ale też ma coś do powiedzenia.

 Blood Bitch. Jenny Hval

Awangardowy projekt norweskiej artystki łączy w sobie wampiry, cykle księżyca i krew miesięczną, „najczystszą i najpotężniejszą, jednocześnie banalną i przerażającą postać krwi”. Czerpiąc trochę z art-popu, trochę z minimalu, trochę z norweskiej tradycji black metalu, Hval z elegancją i lekkością opowiada o łechtaczkach, miękkich fiutach, kapitalizmie i miłości. Recenzja już niebawem.

Skeleton Tree. Nick Cave &The Bad Seeds 
Nie byłybyśmy sobą, gdyby w tym zestawieniu zabrakło Cave’a. Trudno słuchać tego wyjątkowego albumu w oderwaniu od jego tragicznego kontekstu. Choć ludzie umierają w jego piosenkach na każdym kroku, Cave nigdy nie był aż tak fizycznie blisko śmierci. I choć na pierwszy rzut oka (ucha?) Skeleton Tree lirycznie istnieje w tym samym świecie syren i aniołów, co kilka poprzednich płyt, po raz pierwszy pozostaje tu niewiele miejsca na nadzieję i jeszcze mniej na humor. Jest tylko surowy, dotkliwy ból.

 Adore Life. Savages 

Is it human to adore life? To egzystencjalne pytanie pada w tytułowym utworze albumu. Adore Life to płyta przede wszystkim bardzo ludzka, pełna energii, wrażliwości i mądrych tekstów. Nie jest to płyta doskonała, brakuje jej trochę szorstkości i agresji, ale nadal jest to kawał znakomitej babskiej roboty. 

 Tooth. Raime

Drugi album brytyjskiego post-punkowego duetu nie brzmi jak zwykły zbiór ośmiu utworów. Tooth, ze swoją spójną atmosferą, działa fantastycznie jako jedna nieprzerwana całość, kawałek po kawałku budując napięcie do granic wytrzymałości. Raime grali właśnie w Barcelonie i cierpimy, że nas tam nie było.

 

Related Post