Muszę uczynić pewne osobiste, gotycko-nastoletnie wyznanie: lubię Wszystkich Świętych i Dzień Zmarłych. Do pewnego stopnia lubię także przeżywać je w Polsce, z zatłoczonymi alejkami złotej polskiej jesieni, albo szarego polskiego bagna, z pańską skórką pod murami, z rodzinami palącymi nerwowo znicze i papierosy nad grobami, ze spryciarzami podpierdalającymi wieńce, z kłótnią gdzie ustawić ten lampion, z kluskami śląskimi na pocmentarnym obiedzie i z nieodłącznym rysunkiem Raczkowskiego albo jego następcy. Może robię się stara? A może dawno nie byłam w tym okresie w Polsce i nie pamiętam, jak to wszystko jest cholernie upierdliwe. W każdym razie tęsknię, ojczyzno!

Przeżywanie tego dnia w Meksyku jest ciekawe: Meksykanie dystansują się od szaleństwa Halloween, przeciwnie, na każdym kroku usiłują podkreślić swoją odrębność. Dla przyzwyczajonego do jesiennej zadumy Polaka może się to jednak wydać paradoksalne: z jednej strony podkreśla się wymiar duchowy tych dni, a z drugiej zabawa trwa! Jak to tak?!

W Stanach obchody tych świąt są bezrefleksyjne, a pamięć o zmarłych gubi się w szale konsumpcji. – przekonują mnie Meksykanie  – Natomiast u nas nieboszczyk pozostaje integralnym i najważniejszym elementem obchodów, a jego pamięć czcimy w żywy i spontaniczny sposób.

Marketowy szał

Ale umówmy się, szał konsumpcji jest! Do pewnego stopnia to zabawne, że pomiędzy Powrotem do SzkołyIdą święta są jeszcze w marketach miejsca na inne Ważne Daty. A taką Ważną Datą niewątpliwie jest w Meksyku dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zmarłych. Zwłaszcza Dzień Zmarłych.

Dlatego też, kiedy tylko spadnie nieśmiało pierwszy liść, na paletę wjeżdżają Trupy. Czego tu nie ma! U nas zazwyczaj tylko znicze, chryzantemy złociste, i jakieś smętne ubranka dla początkujących szatanistów lat 12, którzy pójdą na złe i gorszące halloween party. O nie, w meksykańskim Walmarcie szał! Cukrowe czaszeczki, zupełnie jak nasze baranki wielkanocne, tylko dużo większe. Czaszeczki czekoladowe! Od maciupkich aż po półmetrowe. Gdzie tam naszym czekoladowym Mikołajom do tego przepychu! Duchy, trupy, pająki we wszystkich rozmiarach! Trupi chlebNastrojowe świeczki, świeczki wotywne, świeczki cmentarne, dyni pięćdziesiąt tysięcy, ciasteczka-kosteczki, wyroby cukiernicze o nieznanym składzie, cukierki dla dzieci, przebrania. A wszystko oczywiście w promocji.

Duże markety swoje, ale szał przedświątecznej sprzedaży udziela się także małym sklepikom. Także tym bardzo małym:

Sąsiad sprzedaje chleb z trupa

Sąsiad sprzedaje trupi chleb

Popularnym elementem przedświątecznego marketingu są też spoty telewizyjne i emisje radiowe. Co ciekawe, nie reklamują one niczego, po prostu pojawiają się w tym czasie i afirmują meksykańskość, wyrażając jednocześnie nostalgiczny wymiar święta. – Śpiewamy, by nie płakać – przekonuje ten oto spot z TV Azteca. I tyle.

Na groby!

Wymiar konsumpcyjny z jednej strony, ale Dzień Zmarłych posiada przede wszystkim wymiar duchowy. W Meksyku odwiedzanie grobów jest wydarzeniem. Zresztą same cmentarze robią na mnie niesamowite wrażenie. Rzeczywiście, jak wspominał mi znajomy historyk z Quintana Roo:

– Meksykańskie groby przypominają domki. A jeśli jesteś gangsterem i/lub dilerem, to grobowiec z daleka rzeczywiście przypomina prawdziwy dom. Właściwie to willę. Wiesz, ma basen i takie tam.

No i to prawda najprawdziwsza jest! Basenu co prawda nie znalazłam, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu, podobnie jak u Myśliwskiego, grób jest sprawą poważną, inwestycją dla całej rodziny: trzeba sobie bowiem wybudować pośmiertną kwaterę. Zresztą, sami zobaczcie:

Zastanawiało mnie, skąd taka dbałość o wieczyste lokum. Myślałam, że może jest to jeszcze jeden wymiar szpanu, patrz jak wspaniale mogę przewalić kasę, co sugerował poniekąd historyk. Gdy jednak pytałam o to później w gronie znajomych, odpowiedzi były inne. Z jednej strony chodzi o to, żeby oddać hołd zmarłemu członkowi rodziny, a z drugiej, by rodzina czuła się wygodnie w odwiedzinach. Każdy grób jest jakby pokojem gościnnym. Ławeczki są. Drzwi, by odgrodzić się od reszty, są. Jest intymnie i rodzinnie. I ma to głęboki sens przy obchodach dnia zadusznego.

Żywi i nieżywi: obchody

Moi znajomi tłumaczą mi, że w przeżywaniu tego święta chodzi o spędzenie czasu wspólnie ze zmarłym. Pierwszego listopada większość Meksykanów złoży ofrendę, ofiarę czy też podarunek, swoim trupom. Będzie to jedzenie, picie i używki, które zmarły lubił za życia. Będą papierosy, alkohol i tłuste mięso. Potem, jeśli nie idą na cmentarz, położą się spać, by następnego dnia zjeść ofiarę w rodzinnym gronie. Zresztą ofrendę ma w swoim repertuarze każde szanujące się stoisko, każdy bar, każda dzielnica:

dav

Ofiara w barze

– Po co składają tę ofiarę? – dopytuję się. Ciężko uzyskać odpowiedź na to pytanie, bo ciężko jest tłumaczyć własną kulturę. Ktoś sugeruje, że po to, aby zmarli opiekowali się tobą po śmierci. Większość jest jednak zdania, że to po prostu próba pobycia jeszcze troszkę ze swoim trupem, próba zawrócenia czasu.

Poza złożeniem ofiary zmarłemu w domu, Meksykanie udadzą się z wałówką na cmentarz. Dziwi i bawi mnie ta energia na cmentarzu, tak niepodobna do melancholijnych polskich tłumów w dzień zaduszny. Już na tydzień przed obchodami widziałam rodziny pogryzające czipsy na grobie przodka, sprzedawców tacos na rowerach, panów ozdabiających groby balonikami, konfetti i flagą narodową. A w Święta będzie jeszcze weselej! Rodziny przyjdą do swojej wieczystej kwatery, otworzą drzwi, zaproszą wszystkich krewnych i znajomych. Będą jeść i pić. Na cmentarzu, w samym centrum, będą krążyć mariachi, handel obnośny rozkwitnie w najlepsze. Gdzie tylko się da, rozstawią się stragany jak spod Hali Banacha. Wieczorem włączą reflektory, żeby odgonić ciemność. Będzie głośno, hucznie, śmieszno i strasznie. Zupełnie jak u szwagra na imieninach.

I o to, zdaje się, chodzi Meksykanom. Pobyć jeszcze ze swoim trupem jak za dawnych lat.

Skojarzenie ze szwagrem jest więc jak najbardziej na miejscu. Na uroczystościach dochodzi do kłótni i mordobicia. Są też obyczaje, które przypominają pewne zachowania naszych wujków. – Oto w jednym stanie – tak opowiada mi Letycja, która usiłuje skończyć doktorat z antropologii – na cmentarz chadzają tylko panowie. Najpierw jedzą obiad z żonami, a potem lezą na wódkę do zmarłego szwagra.

Obchody publiczne

Święto obchodzi się także na ulicy. W tym roku miała miejsce pierwsza w historii parada z okazji Dnia Zmarłych (będzie relacja), chyba po to, żeby pokazać, że meksykańskie święto różni się jednak od jankeskiej wersji. Nie wiem, czy to osiągnęli…  Parada jest jednak pewnym novum, bo tradycyjnie obchody Dnia Zmarłych odbywają się po dzielnicach. W te dni całe rodziny przebierają się (o przebraniach i ich symbolice przy innej okazji), wychodzą na spacer, skwery i place są zamknięte dla ruchu, a na ulicach odbywa się rodzaj melancholijnego festynu. Jest muzyka, przedstawienia, gorąca czekolada i trupi chleb, kawiarnie i restauracje pracują pełną parą. Kina, muzea i teatry organizują specjalne pokazy. Większość muzeów pozostaje otwarte nocą: można się przejść i wysłuchać historii o duchach.

Related Post