Musisz obejrzeć ten serial! – ile razy słyszeliście to zdanie? Sto, tysiąc, milion? Tak, życie jest albo za krótkie, albo za dużo wielkich twórców chodzi po naszej małej planetce. Gdyby człowiek chciał obejrzeć wszystko, co by chciał, musiałby spędzać po dwanaście godzin dziennie na patrzeniu. Gdzie czas na przyjaciół, na sztukę inną niż film, na pracę? Więc skoro czas jest ograniczony, trzeba wybierać.

Ale co wybrać w gąszczu genialnych seriali? Który jest bardziej genialny niż inny? Jeśli zdecyduję się na Brejkin to nie obejrzę Hołmlandu. Sześć stóp pod ziemią czy Sopranos, Walking Dead czy Klan?!

Przygnieciony ważkością stojącego przede mną wyboru, długo się wahałem. W końcu splunąłem za lewe ramię, naciąłem palec i krwią podpisałem cyrograf z własnym wewnętrznym Borutą, klnąc się na ciemne potęgi, że obejrzę… tydydym… The Wire! Wpływ na moją decyzję miało również to, że jest to serial krótki. Jedyne pięć 12-odcinkowych serii. Każdy odcinek po godzinie. Jedyne sześćdziesiąt godzin. Tyle co nic. Dodatkowo O. od mniej więcej dziesięciu lat mówi mi, że to serial wszech czasów. Jako że jestem człowiekiem inteligentnym i skorym do słuchania dobrych rad, zaledwie po dekadzie wziąłem je do serca i zasiadłem do oglądania.

Wcześniej byłem powszechnie lubiany i szanowany. Ale stało się, obejrzałem pierwszy odcinek.

Połowę czasu zajęło mi przewijanie i próby zrozumienia, co przed chwilą zostało powiedziane. Mimo napisów było to trudne, jako że wszyscy bohaterowie od dealerów po polityków posługiwali się baltimorsko-profesjonalnym żargonem. Po obejrzeniu pierwszego odcinka odpocząłem, aż do dnia następnego. Drugi i trzeci obejrzałem już po kolei jednego dnia. Dalej było z górki, codziennie po cztery-pięć odcinków do drugiej, trzeciej w nocy. Na spotkania ze znajomymi, rodziną chodziłem coraz rzadziej. Zresztą dziwiły mnie tematy rozmów (ktoś ma problemy finansowe, ciocia była w szpitalu, ktoś tam się z kimś przespał). Nie dość, że byli nudni, to jeszcze pozbawieni empatii.

Czy wszyscy mają w dupie zachodnie Baltimore? Czy nie obchodzi ich, że McNulty jest alkoholikiem? Albo to, czy Kima przeżyje? Miałem dość ich oderwania od rzeczywistych problemów, więc przestałem wychodzić w ogóle. I zanurzyłem się z głową w baltimorskim półświatku.

Musiałem chodzić do pracy, ale już nienawidziłem tego miejsca, odwalałem swoją robotę z musu. Spałem po cztery, góra pięć godzin dziennie i nie mogłem doczekać się, aż wrócę do ‘Jetcts, tfu, znaczy do domu. Świat zmienił się w wirujący kalejdoskop silnych wrażeń. Zabójstwa, prostytucja, narkotyki. Podsłuchy, obławy, przesłuchania. Małżeństwa, zdrady, rozwody. Bałem się wychodzić z domu – nigdy nie wiadomo, kiedy będą chcieli cię sprzątnąć. W nocy budziłem się często z krzykiem Omar is coming! O to chodziło. The game is the game.

I oto niespodziewanie nadszedł ten straszny, piękny dzień. Obejrzałem ostatni odcinek. Jestem człowiekiem, który przywiązuje dużą wagę do zakończeń, a serial The Wire oferuje zakończenie perfekcyjne! Byłem wzruszony i rozbity. To już koniec. Płacząc, śpiewałem I’m a free born man of the USA!

Zadzwoniłem do najlepszego przyjaciela: – Nie znam żadnego Pietji. To pomyłka. Niech pan tu więcej nie dzwoni.

Poszedłem do rodziców. Szyby w oknach ich mieszkania były zabite dyktą. Dozorca powiedział, że nie wie, gdzie są. Dostałem wypowiedzenie z pracy. Przyszłość nie rysowała się w jasnych barwach.

Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym dokładnie to samo. It was my time to wear the crown!


piotrPietja Bezcelow 

Pan Nikt. Wesoły, ale podszyty melancholią albo smutny, ale z dystansem do siebie. Wiecznie łaknący uwagi pesymista. Z zawodu programista, z marzeń pisarz. A może nawet dramatopisarz? Patrzy na świat przez chujowe okulary, ale dalej nie może uwierzyć, że jest aż tak źle jak jest. Z niewyjaśnionych powodów ludzie uważają, że jest sympatyczny, zabawny i inteligentny. Motto: Bez sensu.


Related Post