…wciąż o satelitarności kobiet

Oczywiście, są na świecie ważniejsze problemy od tego, że ktoś się omsknął przy dystrybucji szczęścia w proszku. Nie podnosiłabym larum nad tym jednostkowym mikrowydarzeniem, gdyby nie było ono symptomatyczne. Otóż od lat obserwuję podobny mechanizm przy innych grupowych sytuacjach, jak na przykład powitania. Tu wrócę na polskie podwórko, bo mam z nim więcej doświadczenia, a poza tym w Hiszpanii witanie i żegnanie się jest tak sztywną formułą życia społecznego, że nie pozostawia wiele miejsca na wątpliwości czy interpretacje. Natomiast w Polsce nie zawsze wiemy, jak się zachować, i jest to związane między innymi z różnym postrzeganiem roli mężczyzny i kobiety.

Nie będę pisała o panach starej daty, uparcie całujących kobiety w „rączki”, ale o nas, ludziach młodszych, otwartych i postrzegających się jako równych. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zdarzyło się pierdyliard razy, że facet nie podał mi ręki przy powitaniu, mimo, że podawał ją innym obecnym – facetom. Czasem to niepodanie zastępowano buziakiem w policzek, okej, ale jeśli nie znaliśmy się z delikwentem zbyt dobrze, po prostu pozostawiano mnie sobie, omijano wzrokiem, jakbym tam, kurwa, wcale nie stała, chociaż przecież stoję, a ten przed chwilą przywitał się z moim chłopakiem czy kumplem. Według szablonu ręka – ręka – ręka – (czarna dziura) – ręka. To zjawisko nie dotyczy tylko mężczyzn: kobiety też często nie bardzo wiedzą, jak się zachować, i dołączając do grupy, witają się tylko z wybranymi osobami. Z tą różnicą, że robią to według klucza bliskości, nie płci.

Wspomniałam, że Hiszpanie mają łatwiej, bo u nich pragmatyka kulturowa nakazuje przywitanie się absolutnie ze wszystkimi, bez względu na stopień bliskości, choćby było ich sześćdziesięcioro; mężczyzna kobiecie standardowo daje dwa buziaki w policzki, innemu mężczyźnie podaje rękę (są też różne inne wariacje, ale dzisiaj nie o tym).

U nas, mam wrażenie, szczególne ignorowanie kobiet przy powitaniu niekoniecznie wynika ze złej woli, ile z zakłopotania i niejasności co do obowiązujących norm.

Wiele z nas trzyma się starej reguły, że pierwsza wyciąga rękę osoba starsza lub kobieta mężczyźnie. Zatem rozumiem, że niektórzy faceci po prostu czekają, aż to ja zainicjuję powitanie, co chętnie robię. To jest spoko. I to można wyczytać z ich mowy ciała: najprostszym znakiem jest to, że człowiek nie udaje, że mnie nie widzi.

Nie znajduję natomiast usprawiedliwienia, które ugasiłoby ogień mojej frustracji, dla zwykłego braku kindersztuby, kiedy delikwent nie wykona żadnego gestu w kierunku przywitania się mną, to jest: w ogóle na mnie nie spojrzy. Ja chętnie wyciągnę rękę do wszystkich, mało tego, nauczona hiszpańskim obyczajem mogę wszystkim obślinić puce, ale do tanga trzeba dwojga, a nie nadpobudliwej dziewczynki i wybiórczo niewidomego faceta. Sorry, ale do zinterpretowania takiej sytuacji nie potrafię nie przyłożyć patriarchalnego szablonu.

Z wiekiem i wzrostem samoświadomości (wprost proporcjonalnym do spadku nieśmiałości) zaczęłam bez obaw inicjować powitania, nawet, jeśli na twarzach rzadko widywanych ludzi maluje się ledwo skrywane pytanie kto to kurwa jest?. To przejęcie inicjatywy rozwiązuje mi dwa problemy: pozwala uniknąć niezręczności i jednocześnie podkreśla moją obecność, na równi z innymi. Po prostu już nie czekam, aż duch patriarchalnego wychowania zadecyduje za nas, bo zrozumiałam, że jeżeli chcemy być pełnoprawnymi obywatelkami, musimy się zachowywać jako takie poczynając od najmniejszych, codziennych sytuacji. To wymaga czujności, nie obierania często łatwiejszych, wydeptanych ścieżek, jak chowanie się za mężczyzną.

Nierówności są jak fraktale: mogą się objawiać w mikro- lub makroskali, ale opierają się o te same wzorce.

Ignorowanie obecności i głosu kobiet jako równoprawnych jednostek objawia się na każdym odcinku skali życia społecznego, od spotkania ze znajomymi po głosowanie nad ustawami w parlamencie. Jeżeli ktoś nie podaje mi ręki, to czy mogę się spodziewać, że wysłucha i uszanuje moje zdanie w jakiejkolwiek kwestii zawodowej czy politycznej? Może warto, żebyśmy zaczęli zwracać większą uwagę na równość także w mikroskali, tam, gdzie od małego wyrabiamy sobie nawyki społeczne. A my, kobiety, pamiętajmy o tym, żeby same wychodzić z roli trędowatych, nikt przecież za nas tego nie zrobi.

Related Post