W tym wpisie nie zdradzę średniej długości penisa arabskich kochanków. Nie opowiem też o tym, jak z miłości nałożyłam burkę, ani o tym, jak podczas spotkań rodzinnych musiałam siedzieć w wyłącznie damskim towarzystwie. Nie napiszę o tym, bo nie mam o tym absolutnie żadnego pojęcia. Ten post jest o radach i ocenach, jakie usłyszałam od bliskich i dalszych znajomych, kiedy spotykałam się z muzułmaninem. O radach udzielanych automatycznie, z autorytetem, o ocenach, o które nie prosiłam.

Spora grupa osób, dowiedziawszy się o mezaliansie z ciapatym, poczuła się bowiem w obowiązku udzielenia mi rady. Przestrzeżenie mnie przed niebezpiecznymi drogami tego uczucia stało się obowiązkiem społecznym. Chciano mnie za wszelką cenę chronić.

Okazało się też, że każdy z doradców, choć „jemu osobiście się to nie przytrafiło, zna niemniej jednak kogoś, kto był w takim związku” i  dlatego też niejedno może mi opowiedzieć.

Cóż, że mój muzułmanin nie był Arabem. Cóż, że nie był młodym mężczyzną tylko udającym uchodźcę. Cóż, że nie żerował na socjalu. Cóż, że nie pracował w kebabie. Jego tożsamość i cechy charakteru zostały mu już odgórnie przypisane, i przestrzegano mnie przed nimi na różne sposoby. 

Kurwa, co leci na ciapate fiuty

Internet właściwie nie przestrzegał, internet wydał wyrok. Szczerze mówiąc, nie miałam potrzeby zasięgania żadnej opinii w przestrzeni wirtualnej. Niestety, chcąc nie chcąc, zauważyłam, że polskie internety – nie twierdzę, że całe, może po prostu ta najbardziej „demokratyczna” ich warstwa (czytaj fora i inne wykopy) – mają na ten temat dobrze wyrobione zdanie. Streszcza się ono w powyższym śródtytule. Stereotyp jest następujący: Polka, która zdecydowałaby się na romans, czy – o zgrozo – związek z muzułmaninem, jest uznana za znudzoną życiem trzydziestkę, która poznaje na wczasach młodego ciapatego, co posuwa ją na tyle żwawo a fiuta ma tak wielkiego, że Polka traci głowę, traci opór, zdradza ojczyznę (tak, wątek ojczyzniany też się przewija), i sprowadza kochanka do socjalnej Europy, względnie usiłuje go sprowadzić, względnie zaraża się HIV. Teraz jeszcze, w związku z kryzysem migracyjnym, dochodzi drugi wątek: kobiety, która traci głowę i wierzy w to ubogacenie kulturowe, podczas gdy oni nas podbijają i tworzą swój kalifat. Tak czy siak, kurwa i zdrajczyni.

ubogacenie kulturowe według internetów

ubogacenie kulturowe według internetów

Dwie uwagi. Po pierwsze, zastanawia mnie, dlaczego w przypadku seksu hejt zorientowany jest akurat na to konkretne wyznanie. Turystyka seksualna kwitnie też w wielu innych rejonach: kobiety i mężczyźni jeżdżą ruchać się na Karaiby, do Ameryki Środkowej, do Tajlandii, i potem dzieją się różne rzeczy (HIV też), tym niemniej nie rozpala to tak bardzo kolektywnej wyobraźni.

Po drugie: myślę, że to sprawia, że kobiety, które zdecydowały się żyć w takich międzyreligijnych i międzykulturowych związkach, albo które – nie daj Boże! – przyjęły wiarę mahometańską, schodzą do podziemia. Kiedyś wspomniałam koleżance, że widuję się z muzułmaninem. Konspiracyjnym szeptem powiedziała mi, że „jest takie jedno forum, gdzie będę mogła poczuć się swobodnie z  kwestią”. Tajne fora istnieją. Niełatwo jest do nich dotrzeć, ciężej jeszcze przebrnąć przez szczegółowe kwestionariusze, mające na celu wybadać, czy nie jesteś trollem. Nie dotarłam daleko. Nie miałam jeszcze zbyt wiele do opowiedzenia, a bieżące wątpliwości rozwiązywałam w rozmowie z innymi znajomymi na miejscu.

Burka z miłości

Część rodziny w pewnym momencie wydała następujący werdykt:

„Zakochasz się, stracisz głowę, potem on cię zbałamuci (sic!), nawrócisz się, założysz burkę, wyjedziesz do jego kraju, i tyle cię będziemy widzieć”. Słowem, zostaniesz arabską księżniczką w złotej klatce (lub burce).

Księżniczka Mauryjska, Abbé David Boilat (1814-1901), via Wikimedia Commons

Księżniczka Mauryjska, Abbé David Boilat (1814-1901), via Wikimedia Commons

Szokująca eskalacja tragedii nie wymaga właściwie żadnego komentarza, za to dużo psychoanalizy: dlaczego takie pojęcie miłości? Dlaczego miłość ma skutkować „utratą głowy”? Dlaczego skłania do zmiany światopoglądu (lęk tej części rodziny nie polegał na tym, że zacznę udawać, że jestem muzułmanką, tylko że naprawdę nią zostanę)? Dlaczego w dobie samolotów „nigdy więcej nie zobaczyłabym rodziny”?

Widzę problemy finansowe

Młoda imigrantka z Salwadoru, córka członkini ruchu oporu, aktorka, siostra dwóch aktorek i jednego tarocisty, feministka, z którą dzieliłam kiedyś mieszkanie, zdecydowała się postawić mi karty. Moje randki dopiero się wtedy rozkręcały i nie miałam żadnych planów związanych z „moim” muzułmaninem.

Edwin Lord Weeks

Edwin Lord Weeks

Karty postawione, a ona cmoka, kręci głową i rzecze jako stoi:

Bułko. Karta Mocy w otoczeniu kart Negatywnych. Widzę problemy finansowe. Ja myślę, że on może chcieć Cię wykorzystać. Uważaj na siebie. No nie, naprawdę, wszystkie karty na to wskazują, przyszłość z nim niepewna i niestabilna!

Myślę, że przekonanie to wynika z jakiegoś zakorzenionego lęku, karmionego jeszcze w dodatku durnawymi reportażami z poprzedniej dekady, że młodzi mężczyźni z Drugiego lub Trzeciego Świata kierują się w życiu wyłącznie żądzą wyzyskania białego. I to w nas głęboko siedzi.

Jak przez mgłę pamiętam jakąś opowieść, a może był to właśnie reportaż, o tym, jak to otyła pięćdziesiątka jeździła sobie na wczasy do Afryki Północnej, gdzie przez miesiąc zajmował się nią jej młody i ponętny kochanek, oczywiście za sporą opłatą. Szokujące było wyznanie owej kobiety:

„Ja wiem, że on mnie nie kocha. Ja wiem, że za pieniądze, które mu daję za miesiąc moich wakacji, utrzymuje swoją rodzinę. Ale jak on na mnie patrzy! Przez ten czas jestem królową, księżniczką! Pozostajemy w dobrych stosunkach”

Czyli inna, bardziej romantyczna wersja „kupując kebaba, utrzymujesz Araba”.

Trzy stopnie dżihadu

Podczas, gdy niektórzy prowadzili ciężkie, przykre i ważne dyskusje na temat kryzysu syryjskiego i tysiącach uchodźców, w pewnych sferach internetu brylowali konspiranoicy, którzy już wiedzieli, co to się właśnie wydarza. A wydarza się oczywiście podbój i zamach na wartości europejskie. Ci domorośli eksperci od Koranu z pełną powagą komentowali na fejsbuniu teorię trzech stopni dżihadu, która nie pamiętam dokładnie, na czym miała polegać, ale generalnie sprowadzała się do następujących twierdzeń:

  1. Oni kłamią;
  2. Rząd kłamie;
  3. Jest inwazja w imię Allaha.

Integralną częścią tej wizji jest przekonanie, że całe rzesze młodych muzułmanów uprawiają swoisty dżihad seksualny*. Polega on na zalaniu Europy swoim nasieniem. „Wiesz” – tłumaczą ci religioznawcy – „muzułmanie wierzą, że sperma przenosi także wierzenia i przy odpowiednio częstym seksie kobieta zmieni wiarę”.

Myślę, że tego właśnie się boją: bo a nuż się okaże, że sperma rzeczywiście zawiera materiał memetyczny i rozwija w tobie niepokojące myśli?

 

Nie daj się bić

To z kolei podwójnie rozwiedziona kobieta, która sama uciekła do Hiszpanii z kraju Ameryki Środkowej przed przemocą domową. Ciężko mi było odpowiedzieć na taki argument, bo co mogę powiedzieć. Obiecałam, że bić się nie dam.

Nie neguję przemocy wobec kobiet w krajach muzułmańskich, bo nie jestem głupia. I dobrze wiem, że pozycja kobiety nie wszędzie jest różowa. Zastanawiają mnie natomiast dwa wnioski jakie wysnuwane są z tego niezaprzeczalnego faktu:

  • Uznanie muzułmanów za jedynych winnych zbrodni przeciwko kobietom. Katolicki kraj, z którego pochodzi moja znajoma, i z którego uciekła przed przemocą domowa, ma absurdalnie wysokie statystyki zabójstw kobiet. Kultura maczo, która też jest pewnym uproszczeniem, kwitnie sobie w tych krajach w najlepsze. Ale przed meksykańskim kochankiem nikt mnie nie przestrzegał…
  • Uznanie, że każdy, absolutnie każdy przedstawiciel religii mahometańskiej będzie chciał zakutać cię w burkę i prać po tyłku, jeśli nie zrobisz mu obiadu.

 Tylko nie bierz ślubu

Złota rada znajomej, która przypadkiem dowiedziała się o tym, że chadzam z muzułmaninem. Nie było na ten temat rozmowy, nie było nawet standardowego pytania, jak mi tam w tej relacji, nic. Ot, taka złota rada rzucona mimowolnie, bo przecież wiadomo, jacy to oni są. 

Według tego stereotypu, każdy muzułmanin udaje czułego i świadomego równouprawnienia, ale do czasu. Kiedy tylko zbałamuci kobietę, kiedy tylko wciśnie jej na dłoń obrączkę, zaczyna się niewolnictwo: hajda zmywać naczynia między jedną ciążą a drugą!

Na nierozsądną kochanicę czeka szorowanie podłogi na kolanach, podczas gdy mąż rozpiera się na kanapie – bez piwa, ale może za to z herbatą i papierosem… Albo z hurysami!

Na to kontrargumentu nie mam, bo za mąż nie wyszłam. Zastanawiam się tylko, czy gdybym przez lata sprzątała skarpetki po moim Stachu, gdybym prała i szykowała mu śniadanie, drugie śniadanie, dietetyczny obiad, bo przecież cukrzyca, w międzyczasie odprowadzając dziecko na zajęcia pozalekcyjne i robiąc zakupy w Biedrze, byłabym równie jednoznacznie uznana za zniewoloną, czy jednak jest to akceptowalne w naszej słowiańskiej normatywie dżenderowej. Albo czy z równą pasją przestrzegano by mnie przed maminsynkiem?

Jak jest?

Ten post nie jest o strange love, czyli jak pokochałam (bombę atomową?). Nie jest też o różnicach kulturowych. Nie dyskutuję w nim o religii, ani nie udaję też, że nie miała ona nic do powiedzenia w naszych próbach związku. Nie opowiem Ci też, kochany Czytelniku, czy zostałam wzorową żoną czy może pluję sobie w brodę i przeklinam tolerancyjną Europę.

Ten post jest o szybkim wyciąganiu wniosków, o stereotypach, i o łatwości oceny. Nie ukrywam, że w większości wypadków było mi po prostu przykro. Nie tylko dlatego, że demonizowano tego nieszczęsnego faceta u mego boku, ale może przede wszystkim dlatego, że zaskakująca większość osób podważała mój wybór, uciekając się do argumentów, które zdecydowanie kwestionowały mój zdrowy rozsądek. „Straciła głowę. Trzeba ją chronić. Nie wie, co robi”.

Takie stwierdzenia bolą, bo pokazują, jak łatwo zanegować czyjąś autonomię i racjonalność i zredukować daną osobę do roli małej dziewczynki, którą trzeba przytulić i odciągnąć od niebezpieczeństwa.

Brzmi znajomo?

Czy można było rozmawiać o tym inaczej? Można było! Nie oczekiwałam entuzjastycznych reakcji. Oczekiwałam, że osoba, z którą będę o tym nieszczęsnym egzotycznym związku rozmawiać, podejdzie do tego bez sensacji. Że zapyta: „Co ci ten związek daje?”. Że jeśli będę miała problem, zastanowi się ze mną, czy wynika to z różnicy kulturowej, z tego, że jest to kwestia indywidualnej wrażliwości lub jej braku, czy może z tego, że jednak „muzułmanie tak mają” i że „trzeba się ich wystrzegać”.

Ale o tym chciałabym zadecydować sama.


*Dżihad seksualny to swoją drogą termin, który, przynajmniej we współczesnej publicystyce, oznacza coś innego, a mianowicie sposób, w jaki młode kobiety decydują się wspierać walki Daesh i innych ugrupowań terrorystycznych. Polega on na świadczeniu usług seksualnych wojownikom.

Related Post