Ubranie dla łóżka to nie żart, to dosłowne tłumaczenie hiszpańskiego ropa de cama. Gdy spotkałam się z tym wyrażeniem po raz pierwszy, rozbawiło mnie, że według Hiszpanów łóżko trzeba ubierać. Piętnaście lat i dziesiątki odwiedzin w hiszpańskich domach później nie jest mi już do śmiechu, zrozumiałam bowiem, że pościel to w mojej nowej ojczyźnie śmiertelnie poważny temat, a łóżko ubrać trudniej, niż dwulatka do zdjęcia paszportowego. Ale po kolei.

O, słowiańska naiwności!

Jeszcze w Polsce wydawało mi się, że ścielenie łóżka to prosta rzecz. Podstawowa sprawność, którą każdy z nas zdobył jako dziecko pod marsowym spojrzeniem mamy, zawsze gotowej na poranną dawkę szantażu w postaci pytania: A łóżko pościelone? Jakim znojem było dla mnie wracanie na pięcie do pokoju, już z plecakiem na ramieniu, w półzasznurowanych butach, żeby wykonać ten nadludzki wysiłek wrzucenia kopniakiem poduszki na swoje miejsce i zarzucenia kołdry z podłogi na barłóg. Jakby zmiętoszona pościel to był węzeł gordyjski! Ha, ha, ha! – zaśmiałam się, gdy dorosłam i zrozumiałam, że pościelone łóżko to jeden z warunków sine qua non dla normalnego funkcjonowania mojego mózgu i czynność tak łatwa, że zrobienie tosta z serem to w porównaniu skok w kolejny szczebel ewolucji. Przecież ścielenie łóżka jest dziecinnie proste.

Otóż nie.

To, co w naszym kraju określamy mianem ścielenia łóżka, to zlokalizowanie poduszki, podrzucenie kołdry i opcjonalne zarzucenie na to wszystko kapy, tutaj, w Hiszpanii, uchodzi za barbarzyństwo i oznakę niegotowości do noszenia miana homo sapiens sapiens.

W hiszpańskim domu sypialnia to tworzone z namaszczeniem dzieło mieszczańskiej sztuki użytkowej, w którym każdy najmniejszy element musi pasować do pozostałych. (fot. MVS)

W hiszpańskim domu sypialnia to tworzone z namaszczeniem dzieło mieszczańskiej sztuki użytkowej, w którym każdy najmniejszy element musi pasować do pozostałych. (fot. MVS)

Sceny z życia rodzinnego

Od kilku lat mam hiszpańską teściową i uważałabym ją za nadczłowieka, gdyby nie to, że już wcześniej dane mi było odwiedzić parę domów hiszpańskich matek (nie łudźmy się, w pokoleniu naszych rodziców to matki pełnią funkcję zarządzających domowym ogniskiem). W domu hiszpańskiej matki/teściowej wszystko jest perfekcyjnie czyste i wygładzone, a sypialnie osiągają najwyższy level porządku: nadprzyrodzony nadporządek. Ona to robi przy użyciu poziomnicy. Ona prasuje prześcieradło przed i po rozciągnięciu go na materacu. Ona ma kątomierz w oku, a na czas ścielenia wytwarza w pokoju próżnię, tak, żeby żaden paproch nie zakłócił homogenicznej powierzchni narzuty.

Przykład poduszki dwuosobowej przykrytej po mistrzowsku kapą o perfekcyjnych wymiarach. (fot. MVS)

Przykład poduszki dwuosobowej przykrytej po mistrzowsku kapą-pokrowcem o perfekcyjnych wymiarach. (fot. MVS)

Któregoś dnia synowa1 nie wytrzymała (synowa1 też jest Hiszpanką). Szturchnięta przez syna1, szepczącego jej do ucha szatańskie wersety: No powiedz jej, co tak naprawdę myślisz, wybuchła przy rodzinnym stole, że ona tak dalej nie może, że nie chce już jeździć do domku teściów na wsi tylko po to, żeby przez ostatnie dwa dni wypruwać sobie żyły sprzątając i ścieląc łóżka, a potem usłyszeć od teściowej, że zostawili bałagan i mimimimimimi... Że następnym razem pojedzie do hotelu, już trudno, zapłaci, ale przynajmniej nie będzie musiała sprzątać i nikt jej potem nie będzie mimimimi. Teściowa wpadła w pułapkę i oznajmiła, że zupełnie nie rozumie, o co im chodzi, że ona nikomu nie mimimimi, a tak w ogóle to czy my myślimy, że ona jest maniaczką. W tym momencie synowa1 rozważnie schowała szczerość pod stołem i powiedziała, że nie, że skąd, po prostu to są dla nich za wysokie standardy, bo i chyba dla każdego, prawda? – to ostrze było skierowane w moją, synowej2, pierś, do tej pory obserwującą całą stołową awanturę z oczami wielkimi jak spodki, bom z Polski nauczona, że w porządnej rodzinie nikt nigdy nie zdobywa się na szczerość, no chyba, że po wódce. Yyyyyy… – wydukałam, panicznie szukając wsparcia w oczach syna2, mojego chłopaka, który w odpowiedzi popatrzył na mnie kpiąco i zachował wyćwiczoną przez lata kamienną twarz i ciszę. Opuszczona na polu walki, świdrowana wzrokiem już nie tylko synowej1 i teściowej, ale i całej, wyraźnie rozbawionej sytuacją, męskiej części rodziny (która taktycznie raz podżega, raz milczy – standard, niech się baby kłócą o sprzątanie, co nam do tego), a także dzieci, które odeszły od zabawek, zauważywszy, że zaraz stanie się tu coś niesamowicie ciekawego – postanowiłam chwycić się ostatniej deski ratunku i odpowiedziałam sprawdzonym wytrychem imigrantki: Wiecie, ja jestem z innej kultury, u nas to wygląda inaczej.       

Następnie ustalono, że faktycznie, żadne z nas, młodych, po prostu nie jest w stanie poprawnie pościelić łóżka, a ja z moimi wschodnimi genami to już w ogóle, zatem ścielenie łóżek w domku na wsi pozostawimy jedynej wykwalifikowanej do tego osobie: matriarsze rodu. I tak rozeszło się po kościach.

Wyższy szczebel ewolucji

Niestety, nie na długo uwolniłam się od złożonej kwestii hiszpańskiej pościeli, nadszedł bowiem dzień, kiedy mój chłopak i ja wprowadzaliśmy się do nowego mieszkania i trzeba było kupić łóżko. Znowu wydawało mi się to zadaniem dość prostym, ale wtedy teściowa zapytała: A jaką macie kołdrę? A ja na to: Taką dużą, normalną. Ona na to, że to jest kołdra 260×240, ona pasuje do materaca 160×190, czy taki materac nam się mieści w sypialni? Bo jeśli kupimy mniejszy, a nie zmienimy kołdry, to coś wybuchnie, siedem lat nieszczęścia albo przyjdzie policja i nas wszystkich zaaresztuje. Nieświadoma tego, co mnie czeka, nie po raz pierwszy pomyślałam ale głupi ci Hiszpanie, zaśmiałam się pod nosem i dziarsko ruszyłam na zakupy.

Czasem powtarzam sobie mantrę Obelixa. (oryg. fot. Joseolgon, Wikimedia Commons)

Czasem powtarzam sobie mantrę Obelixa. (oryg. fot. Joseolgon, Wikimedia Commons)

Rzeczywistość prędko starła ten uśmiech z mojej twarzy, okazało się bowiem, że hiszpański rynek sypialniany ma w ofercie co najmniej 14 standardowych wymiarów materacy, 7 rozmiarów prześcieradeł, tyleż rozmiarów narzut, 6 rozmiarów kołder (o różnym wypełnieniu i grubości), 9 modeli poduszek do spania (w tym wynalazek szatana: poduszkę dwuosobową) oraz 8 rodzajów poduszek ozdobnych. Odkąd weszła Ikea, dochodzi do tego cały wachlarz ich własnej wymiarówki, nie wspominając o innych zagranicznych markach, co razem daje nam około miliona możliwych kombinacji złożonych z niepasujących do siebie elementów. Acha, nie zapominajmy, że pościel sprzedawana jest w różnych pakietach: czasem kupisz cały zestaw, częściej prześcieradła są sprzedawane oddzielnie, a zestawy poszewek na kołdrę i poduszki oddzielnie, a czasem każdy element trzeba kupować osobno. Domniemywam, że każdy Hiszpan ma w portfelu specjalną przegródkę z karteczką, gdzie zapisał wymiary swojego łóżka i pościeli. Jeśli nie ma, to ma ją na pewno jego matka. Jest to ważniejsze, niż grupa krwi, bo w momencie, kiedy przekroczysz próg Zara Home w poszukiwaniu pościeli jak z żurnala nie dysponując tą informacją, dostaniesz ataku padaczki.

Tradycyjne łoże w hiszpańskim pensjonacie liczy sobie co najmniej 8 różnych elementów pościelowych. (fot. Jagoda Smrt)

Tradycyjne łoże w hiszpańskim pensjonacie liczy sobie co najmniej osiem różnych elementów pościelowych. (fot. Jagoda Smrt)

Morał

Zatem, moi drodzy, gdyby ktokolwiek z was rozważał osiedlenie się w tym pięknym, słonecznym kraju, wiedzcie, że czeka na was niejedna pułapka, a urządzanie sypialni może zakończyć się długotrwałą traumą. Nieustraszonym zaś dedykuję ten mini-poradniczek, którego powstanie okupiłam własnym potem, krwią i łzami:

  • Wbrew temu, co myśleliśmy jako młode trzpioty, wyposażanie sypialni to przedsięwzięcie drogie i wymagające; należy podchodzić doń z należytą powagą i szacunkiem dla przeciwnika.
  • Najpierw ustal, ile osób będzie spało w twoim łóżku; następnie wybierz odpowiedni rozmiar materaca.
  • Przy wyborze rozmiaru materaca warto, żebyś wzięła też pod uwagę wymiary windy w twoim budynku.
  • Do rozmiaru materaca dostosuj rozmiar kołdry. Możesz też zrobić na odwrót.
  • Zdecyduj, czy chcesz się dzielić poduszką, czy mieć swoją własną, a następnie dobierz wymiary poduszki do wymiarów materaca oraz liczby osób na nim śpiących.
  • A może masz piękną kapę, którą twoja babcia wydziergała na posag? Wymierzając ją, módl się, żeby pasowała do któregoś ze standardowych wymiarów materaca.
  • No i koniecznie przed ostateczną decyzją co do wymiarów materaca odpowiedz sobie na fundamentalne pytanie, czy jesteś gotowa przez resztę życia robić zakupy w Ikei, czy jednak zaryzykujesz i będziesz dobierać każdy element pościeli osobno w jednym z tych staromodnych sklepów, które za 10 lat znikną z powierzchni nawet największych bastionów mieszczaństwa, jak na przykład Sewilla.

Powodzenia! Dziękuję. Kurtyna.

Moje piętnaste podejście do pościelenia łóżka na tzw. hiszpański kokon. (fot. Jagoda Smrt)

Moje piętnaste podejście do pościelenia łóżka na tzw. hiszpański kokon. Punktacja teściowej: 6/10. (fot. Jagoda Smrt)

Related Post