Nadeszła straszliwa hiszpańska zima: dwa miesiące deszczu i pluchy, temperatur poniżej 10 stopni, spadających czasem do zera. Trochę śniegu popada w górach i w interiorze. Nadeszła straszliwa hiszpańska zima, która na ustach każdego Polaka wzbudza uśmieszek pogardy. Bez mrozu i rozładowanych akumulatorów? Nadeszła straszliwa hiszpańska zima, której nie należy jednak lekceważyć, bo choć tutejsza zima zdecydowanie ustępuje tej polskiej, to prawdziwa tragedia czai się gdzie indziej: w ogrzewaniu. A właściwie w jego braku.

Zima w mieście

W roku pańskim 2016 jestem już starą wygą. Niedbale zarzucam na siebie kolejny sweter, wkładam puchate bambosze z pomponami i ruszam, by odkręcić ogrzewanie. Jestem rozrzutna! Przy 14 stopniach, jakie panują z rana w moim skądinąd nieźle ocieplonym mieszkaniu, mogłabym się zadowolić wypiciem garnka parującej herbaty albo wstawić pieczeń, w nadziei, że rozgrzany na maksa piekarnik podniesie temperaturę o złudne dwa stopnie. Ale nie! Już drugą zimę z rzędu jest na bogato! Podkręcam ogrzewanie dwie godziny z rana (ale tylko wtedy, kiedy pracuję z domu, nie jestem szalona!) i dwie godziny wieczorem i przy moich drugich w życiu szczelnych oknach czuję się niemal szczęśliwa. W 18 stopniach w środku dnia jest mi już całkiem wesoło.

Dziewczynka z zapałkami (przedstawienie w Śremie) za wikimedia

Dziewczynka z zapałkami (przedstawienie w Śremie) za Wikimedia Commons

Właściwie to pierwsze hiszpańskie mieszkanie, w którym nie jest mi zimno. Do dziś z dreszczykiem wspominam swoją pierwszą kwaterę na obczyźnie, którą zresztą dzieliłam do pewnego momentu z Alexą. Cztery pokoje, zero ogrzewania. Zimą wszystko skraplało się na cienkich szybach nieszczelnych okien o aluminiowych framugach, z ust buchała para – to nie literacka przesada, spaliśmy w rozlicznych piżamach, szlafrokach, pod piernatami, a i tak umieraliśmy z zimna. Na ścianach zakwitał grzyb.

Do dziś pamiętam, że w pierwsze święta z powrotem w ojczyźnie popłakałam się ze wzruszenia, kiedy znów mogłam paradować po domu w cieniutkich spodenkach. A jakbym chciała, mogłabym i w samych majtkach! O, wschodnia szczodrości!

W ciągu  jedenastu lat emigracji zmieniałam dom mniej więcej raz na rok. Na początku ze względów studenckich: nadchodziło lato, ja wypowiadałam najem, ale potem zmieniałam mieszkanie, bo przerażała mnie perspektywa spędzenia kolejnej zimy w nieludzkich warunkach.

Ten dom dobrze trzyma ciepło

Jest bowiem czego się bać. Przede wszystkim właścicieli twojego kolejnego mieszkania. Nawet jeśli wejdziesz do domu o posadzce z ceramicznych kafli, o drewnianych oknach z dziurami na palec i bez ogrzewania (co zrobiłam w piątym roku emigracji – po dziś dzień zastanawiam się, co mi odbiło!), pan casero spojrzy na ciebie okiem eksperta, co niejeden grzejnik już sam naprawił, i powie:

„Nie, nie ma ogrzewania, ale ten dom dobrze trzyma ciepło. I okna masz od południa”. Czytelniku, zaklinam cię! Jeśli usłyszysz te słowa, uciekaj!

Inaczej przez pół jesieni i calutką zimę będziesz przeklinać dzień, w którym podpisałeś umowę, będziesz pisać na klawiaturze w rękawiczkach (true story), ogrzewać farelką łazienkę zanim pójdziesz się wypróżnić lub umyć, i stać odrętwiała nad odkręconym gazem w kuchence lub nad pieczenią.

Na komfort w domu hiszpańskim składa się jeszcze parę czynników, które trzeba mieć na względzie zanim podpisze się umowę. A więc patrzymy na:

  • Dziurę w kuchennej ścianie (rzekomo przeciwdziała zaczadzeniu i/lub usuwa nadmiar zapaszków z kuchni. Nie wierzę! Zwłaszcza przy nieszczelnych oknach!).
  • Okna (aluminiowy chłam nie jest dobry ani na lato, ani na zimę! Drewniana stylówa jest nieszczelna!).
  • Podłogę (niby-marmury, ceramiczne kafle i inne dziwy są chłodne, latem i zimą. Latem jest to dobre, zimą nie… Tylko parkiet!).

Wiedza ta, którą posiadły też wszystkie hiszpańskie członkinie Jajnika, została okupiona gorzkimi łzami i słonymi rachunkami.

Amatorska klasyfikacja systemów i utensyliów grzewczych

W Hiszpanii systemy grzewcze układają się na osi, która jest wprost proporcjonalna do twojego szczęścia i zadowolenia z życia.

Na samym dnie rozpaczy mamy mieszkanie bez ogrzewania. Na czas zimy hibernujesz w szlafroku, polarowej piżamie, przestajesz uprawiać seks, bo za zimno, i wyczekujesz momentu odpalenia magicznych sprzętów, który troskliwy casero zostawił ci łaskawie w wyposażeniu mieszkania.

Najbardziej uniwersalnym sposobem walki z zimnem jest mesa camilla, która tylko pozornie jest zwykłym stołem przykrytym kocem. Stół ma pod spodem specjalne pięterko, które skrywa słodki skarb: brasero, czyli grzejnik. Zaś koc to nie koc, lecz enagüillas, czyli koco-obrus, pod który wsuwasz nogi po sutym obiedzie i natychmiast zapadasz w letarg. To jak narkotyk – potwierdzają marznący Hiszpanie.

Co roku w Hiszpanii odnotowuje się parę zgonów w związku z zaczadzeniem/pożarem, bo wiele osób wciąż jeszcze używa braseros węglowych, które chowa pod koc.

W mieszkaniu bez ogrzewania woda będzie pewnie z bojlera. Przy odrobinie szczęścia będzie on elektryczny, ale być może trafisz na zasilany bombonami (dużymi butlami gazowymi), które trzeba co jakiś czas nabijać. Więc albo nabijesz je u pana butanero (znak rozpoznawczy: jadowicie pomarańczowy uniform), który jeździ jak za dawnych, dobrych czasów od wsi do wsi (i od dzielni do dzielni), albo będziesz drałować na stację benzynową. A módl się, żeby była czynna w ludzkich, czytaj: niehiszpańskich, godzinach, i żeby była otwarta w weekendy… W przeciwnym razie przez jakiś czas będziesz myć się na siłowni lub basenie.

* zdjęcia wszystkich urządzeń pochodzą z Wikimedia Commons. 

Nieco wyżej w hierarchii znajdują się mieszkania z ogrzewaniem elektrycznym lub klimatyzacją. Komfort będzie jednak nieznacznie wyższy, bo zimą prawdopodobnie i tak będziesz oszczędzać, ze strachu przed rachunkami. Można co prawda zakontraktować odpowiednią taryfę, przy której staje się to dużo bardziej opłacalne (Marianna dixit), ale według badań około 60% Hiszpanów nie wie, na czym to polega. Twój casero, władca umowy, być może także żyje w niewiedzy.

Możesz też trafić na ogrzewanie gazowe. Zazwyczaj „indywidualne”, więc ty ciągniesz, ty płacisz. Czasem jednak, choć traktujemy ten fakt jako na wpół legendarny, zdarza się, że trafisz na ogrzewanie centralne! Musisz co prawda liczyć się z tym, że godziny będą również zarządzane centralnie i to spółdzielnia zadecyduje, że słuszne godziny grzewcze to 16- 20. Ale może się też zdarzyć, że znajdziesz dobre mieszkanie, w przyzwoitej cenie (temat wynajmu w Hiszpanii zasługuje na rozprawę doktorską), o drewnianej podłodze, z centralnym ogrzewaniem i oknami z PCV. Płaczę na samą myśl o tak niezmierzonym luksusie…

Ubóstwo energetyczne

Na koniec garść faktów, które dają do myślenia. Możliwe, że Polacy są narodem rozpieszczonym, że szafujemy energią i jesteśmy rozrzutni, latając zimą w majtkach po mieszkaniu, rozgrzani potęgą polskiego węgla i centralnego ogrzewania. Coś w tym zapewne jest. Inną jednak kwestią jest tak zwane „ubóstwo energetyczne”, czyli ekstremum, z którym mierzy się Hiszpania. Według ostatnich raportów około 11% ludności (sic!) nie jest w stanie rozgrzać zimą mieszkania do odpowiedniej temperatury, a 7% nie ma za co się utrzymać po opłaceniu czynszu i rachunków (źródło: 3 Estudio sobre Pobreza Energética).

Poza systemowym wręcz brakiem wydajnego ogrzewania (którym na pewno nie są żrące prąd farelki i brasero) i brakiem ocieplenia budynków, źródeł należy też szukać w polityce energetycznej Hiszpanii, a zwłaszcza:

  • blokowaniu dostępu do energii odnawialnych;
  • monopolu dostawców energii, którzy ponadto twardo negocjują z kolejnymi rządami;
  • co za tym idzie, koszmarnych podwyżkach za światło i gaz. Według Eurostatu Hiszpania jest czwartym krajem europejskim o najwyższych stawkach za prąd w kategoriach bezwzględnych. Sytuuje się tam za Danią, Niemcami i Irlandią. Jeśli jednak porównamy średni dochód w tych państwach, to prąd w Hiszpanii jest najdroższy.

Problem ogrzewania jest więc bardziej złożony, niż wydawało mi się pierwszej zimy. Nie sposób zaprzeczyć, że hiszpańskie budownictwo nie jest przystosowane do zimy, jednak na ogólną zmarzlinę składają się jeszcze czynniki ekonomiczne i polityczne. Nie wiem, czy między radosną rozrzutnością energetyczną Polski (która po tylu latach stała się dla mnie za gorąca zimą) a hiszpańskim prekariatem istnieje gdzieś w Europie jakiś złoty konsensus energetyczny, ale chciałabym tam mieszkać.

 

Related Post